piątek, 17 stycznia 2014

Jak napisać książkę?

Uwaga dla nowo przybyłych! Jak wszystko na tym blogu, także i odpowiedź na pytanie z tytułu pochodzi z mojego własnego doświadczenia. A więc:

Trzeba tak długo pisać, aż się skończy!

Proszę bardzo, możecie już dodać tę złotą myśl do jakiegoś zbiorku! Niech się Ci wszyscy szukający natchnienia udławią. Razem ze mną oczywiście, starym osłem, baranem i jakimś innym jeszcze synonimem nieudacznika.


Gdyby za każde wymówienie na głos zwrotu "chcę być pisarzem" lub "chciałbym w końcu skończyć książkę" w moim dokumencie worda (tym, w którym powstaje moje ostatnie dzieło) pojawiało się jedno, kolejne słowo mojej książki to miałbym już własnego Ulissesa co najmniej. Albo drugie Sto lat samotności. Naprawdę. Od kilku lat nic nie robię, tylko łażę i jęczę. Przychodzi wieczór, siadam do kompa i nagle jest pierwsza w nocy, czas do spania, ile napisałem? Dwa zdania! Dwa kurwa zdania, bo dwie godziny przeglądałem jakieś bzdury w sieci!

W sumie, jak się dobrze skupię i przeanalizuję ostatnie miesiące, to dwa zdania są całkiem niezłym wynikiem... 

I co z tego, że chcę? Że pragnę? Że chyba nawet talent mam.. Jakie tam "chyba"! Na pewno mam, bo talent mieć to jeszcze nic takiego. Podejrzewam, że dwie trzecie ludzkości ma jakiś talent, tylko są już tak spieprzeni telewizją i żarciem, że nic do nich nie dociera.

No proszę, jak zwykle, gdy piszę czy myślę o własnym pisaniu skoczyło mi ciśnienie. Ale jak tu siedzieć spokojnie, patrząc na oddalającą się z każdym dniem szansę na spełnienie marzeń? Na robienie w życiu czegoś, czego się pragnie? Ech, czasem to już bym wolał być takim robolem zwykłym, co to się niczym nie martwi, byle mu telewizor działał i na czynsz co miesiąc było...

A może problem w tym, że marzę? Czyżby dane mi było zostać wiecznym marzycielem, takim Piotrusiem Panem marzycielstwa?

A może boję się napisać książkę, bo wtedy ktoś może powiedzieć mi, że to straszny gniot jest i żebym się lepiej zajął murarką? Czyżbym założył sobie jakąś podświadomą blokadę? Jakiś wirtualny spinacz wcisnąłem na tętnicę w szyi? Taki, który się zaciska jak tylko siadam do pisania, przez co nieukrwiony odpowiednio mózg traci swoje wszelkie kreatywne możliwości? Całkiem niezła teoria...

Żeby nie było, jedną książkę już w życiu napisałem. W 2004, na drugim roku "nauki" w Studium Literacko - Artystycznym krakowskiego UJotu. Tak się wtedy złożyło, że mój rocznik kończył "naukę" równo dziesięć lat po otwarciu Studium i jedną z imprez był konkurs literacki. Nagroda główna: publikacja. W jakieś pół roku stworzyłem wtedy monumentalne dzieło opatrzone tytułem "Genesis" i składające się z trzech części: Geneza Strachu, Geneza Zbrodni i Geneza Miłości. Wynik: wyróżnienie. Dziękuję Panu Panie Bieńczyk, gdyż wiem, że to dzięki Panu...

Piękne to były czasy. M. najpierw chodziła z naszym dzieckiem w brzuchu, potem byliśmy już w trójkę, a ja w każdej wolnej chwili siadałem z laptopem i pisałem! Jak to przywrócić? No jak??? Jak sprawić, że znów słowa zaczną spływać z mego mózgu za pośrednictwem mych palców i układać się w coraz to kolejne zdania?

Wiem! Poszukam odpowiedzi na innych blogach...

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger