czwartek, 16 stycznia 2014

Od by tu zacząć czego?

Ha! Syndrom pierwszego tytułu posta w dziale przełamany! I to jak! Brzydkie słowo misternie wplecione w skomplikowaną grę słów brzmiących składniowo jak jedna z kultowych kwestii Mistrza Yody. Teraz tylko przełamać syndrom pierwszego wpisu w dziale i dalej samo poleci. Do dzieła więc: pobiegałem dziś na mrozie...
Dawno, dawno temu, na dodatek jeszcze było to w odległej galaktyce, dziwiłem się za każdym razem, gdy widziałem jakiegoś zapaleńca biegnącego w nienormalnych warunkach pogodowych.

"Co za koleś!", krzyczałem w duchu z podziwem mijając samochodem podczas ulewy lekko pochyloną sylwetkę.

"Ale kozak...", mruczałem z uznaniem, siedząc w ciepłej kuchni i widząc przed blokiem rozpędzoną na oblodzonym chodniku postać. Bo choć z bieganiem miałem już w przeszłości do czynienia, to jednak nigdy nie odbiło mi do tego stopnia, żeby na przykład iść na trening przy temperaturze poniżej zera. Aż do dzisiaj... :)

Dzisiaj bowiem sam dołączyłem do zacnego grona biegaczy-twardzieli, którym żaden warunek atmosferyczny nie straszny. Minus osiem! Tyle było na termometrze, gdy wróciłem do domu po godzinie biegania. Uczucie wspaniałe, choć tempo niskie - starałem się oddychać głównie nosem, pomimo chusty zaciągniętej pod same oczy wolałem gardła nie mrozić:)

...taka tam zimowa selfie:)


Tylko kędziorków swoich rzednących nie udało mi się dostatecznie czapką ochronić i musiałem czekać aż stopnieją....


0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger