czwartek, 6 marca 2014

Bieganie z oponą czas zacząć

Kilka dni temu nastąpił w moim życiu biegacza niesamowity przełom!1 Otóż podczas późnowieczornego siedzenia z kubkiem kawy przed komputerem wyczytałem w internecie nowe pojęcie: siła biegowa. Początkowa fascynacja tajemniczym terminem szybko ustąpiła miejsca smutkowi i depresyjnym myślom o zawieszeniu dopiero co przecież rozpoczętej kariery... biegam już trzy miesiące, a wciąż nie pracuję nad siłą?! Momentalnie poczułem się jak kompletny amator, jak pierwszy lepszy z brzegu miejski ubijacz kostki brukowej, jak biegacz niedzielny, jak... (nieważne, wszyscy wiemy już, że mam coś nie tak pod sufitem:)

Z trudem bo z trudem, ale w kilka minut udało mi się wyjść z depresji (która podobno - jak ADHD zresztą - nie istnieje), w czym pomogła mi następna kawa z odrobiną mleka i dwa banany. Dwie godziny później wiedziałem już czego mi potrzeba. Opony! Tylko tak - wyszło mi po tych dwóch godzinach czytania - zrekompensuję sobie brak odpowiedniej górki do podbiegów w sąsiedztwie...

Tak, tak... wiem co niektórzy z Was sobie teraz myślą... że za wcześnie, że powinienem skupić się na technice i wytrzymałości, że jeszcze przez jakiś rok wystarczy mi w zupełności nabijanie kilometrów, itd. itp...

I pewnie macie rację, ale nic nie poradzę na to, że ja JUŻ i TERAZ muszę tego spróbować... Ot, taki jakiś nadambitny i w gorącej wodzie kąpany egzemplarz się moim starym trafił:)

Jak tylko wstałem zabrałem się do pracy. Z najważniejszą częścią zestawu - oponą - nie miałem żadnych problemów. Znam podwórko, na którym leży ich kilka i jeśli ktoś potrzebuje, to zapraszam. Jeszcze kilka się znajdzie. Ja wybrałem "piętnastkę", na którą założyłem pętlę ze stalowej linki o grubości 5mm, z dowiązanym, czterometrowym sznurkiem. Trochę na "odwal się", ale chciałem jak najszybciej wyjść potrenować, co też uczyniłem przedwczoraj.

Ponieważ większość rzeczy wykonuję za pierwszym razem bez większego planu, tak i tym razem po prostu wsiadłem wieczorem z oponą do samochodu i pojechałem na Strzelnicę (potoczna nazwa pewnego parku w Pabianicach:), gdzie zamierzałem pobiegać na utwardzonej czymś w rodzaju chropowatego asfaltu alejce.

I pobiegałem... jakieś sześćset metrów, po których stalowa linka uległa przetarciu. Co prawda spodziewałem się, że robienie pętli wokół opony to kiepski pomysł, ale miałem nadzieję, że kilka treningów wytrzyma.

Niezrażony - i ledwie rozgrzany - szybko przewiązałem oponę sznurkiem, który... o dziwo wytrzymał dystans co najmniej trzykrotnie dłuższy niż linka. Znów szybkie wiązanie, bieg, wiązanie, bieg... zrezygnowałem chyba po czwartym zerwaniu sznurka i to tylko dlatego, że opona zaczynała mi się obijać o pięty:)

Trening był kiepski, ale za to już wracając do domu miałem w głowie pomysł na sprzęt idealny. Oto on już zmaterializowany:

mocowanie linek

mocowanie cybantów
mocowanie liny

Całe urządzenie - widok z lotu ptaka:)
Jakby komuś nie wystarczyły zdjęcia, to poniżej zamieszczam listę użytych do produkcji rzeczy:

- jeden pas kulturystyczny (a już myślałem, że zjedzą go w piwnicy myszy)
- dwa cybanty
- opona piętnastka
- dwie linki elastyczne z haczykami
- cztery metry sznurka z czegoś sztucznego.

Całość, pomimo siermiężnego wyglądu, wygląda solidnie i nie ma wrażenia, że konstrukcja rozleci się po kilku metrach. Widać też, że producent zadbał o porządne zabezpieczenie łączeń, oklejając je brązową taśmą. Minus za śruby od cybantów, które wystają po wewnętrznej stronie pasa, przez co mogą podrażniać boczki osoby mającej go na sobie. Moim zdaniem, po dokonaniu krótkich obliczeń finansowych i przeanalizowaniu korzyści wynikających z posiadania takiego urządzenia, jest to rzecz godna polecenia nie tylko dla biegaczy, ale i na przykład ojców dbających o prawidłowy rozwój swoich dzieci, które przecież już od najmłodszych lat muszą uczyć się, czym grozi jazda na oponie bez kasku... :)

Przypisy:
1- proszę mieć na uwadze dobrze skrywany sarkazm i autoironię, wszechobecne w całym tym poście

Dodano: 19.03.2014

Jestem już po dwóch treningach z opisanym powyżej urządzeniem i mogę tylko stwierdzić, że wszystko działa tak, jak powinno. Opona nie podskakuje, co znaczy, że udało mi się odpowiednio dopasować długość linki. Alejka w parku jest dobra, choć jakaś żużlowa droga byłaby podobno jeszcze lepsza. Jak się okazuje w treningu z oponą najważniejszy jest solidny opór - trzeba czuć ciężar i jego opór. Zrobię chyba tak, jak poradził mi Tomek Osmulski podczas rozmowy na dzisiejszym treningu, czyli obciążę oponę jakimiś kamieniami wciśniętymi do środka. Jeśli chodzi o specyfikę treningów to jeden polegał na biegu ciągłym (6km), na drugim robiłem rytmy: 30 sekund sprintu, 30 odpoczynku. Dwadzieścia powtórzeń, po których pobiegałem już bez obciążenia. 

Dla ciekawskich: wrażenie pierwszych metrów pod zdjęciu pasa jest niesamowite!!! :)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger