piątek, 14 lutego 2014

Transjura 2014 - czyli o swędzeniu słów kilka

Jakiś czas temu przeczytałem gdzieś, że samo ukończenie maratonu nie jest już niczym nadzwyczajnym. Że aby te czterdzieści dwa kilometry z kawałkiem mogły przydać komuś chwały, to musi je przebiec przynajmniej poniżej trzech godzin. Cała reszta? Ot, nieco lepiej przygotowani ubijacze asfaltu....

Ziarno padło na podatny grunt i choć nie przebiegłem jeszcze żadnego maratonu (mój pierwszy będzie w Łodzi, 13 kwietnia), to roślinka, która z tego ziarenka wyrosła spowodowała okropne swędzenie gdzieś pod czaszką. 

To co, przebiegnę maraton i w efekcie dołączę do milionów podobnych sobie biegaczy? Jak to? Ja pośród wielu?! Taki ch#$%@!

↑ (Żeby opisać zaledwie kilka spośród wielu objawów swędzenia).


Wyjście z sytuacji zobaczyłem - po kilku dniach nieustannego drapania się po głowie - tylko jedno: bieg ultra! O tak! Zostanę ultrasem! Jak Dean Karnazes czy Scott Jurek, tyle, że w wersji mięsożernej i bez słitaśnych loczków na głowie! 

A ponieważ jestem jak czajnik elektryczny, któremu po włączeniu zaczyna stopniowo wrzeć pod kopułą, to od razu zacząłem poszukiwania odpowiedniej imprezy. 

I znalazłem! Transjura 2014, początek lipca, całkiem blisko od domu i kozacka trasa niebieskim Szlakiem Warowni Jurajskich! Długość: wybrałem wersję Middle, czyli sto kilometrów z limitem dwudziestu czterech godzin. Trasa HARD (195km) musi jeszcze chwilę poczekać:)

I nawet M. namówiłem! Wspólnie sobie potruchtamy, pospacerujemy... kto wie, może nawet wreszcie porozmawiamy, znajdziemy wspólną pasję (w końcu M. zdobyła w podstawówce kilka medali na średnich i długich dystansach), zbliżymy się duchowo, odkryjemy coś nowego?

Oby do lipca!:)

Poniżej link do strony Transjury, gdyby ktoś chciał się załapać. Tras jest kilka, od wspomnianej już HARD po zwykły (phi) maraton... I nawet coś dla rowerzystów mają!

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger