środa, 19 marca 2014

Najlepszy zegarek z GPS do biegania? Mój!

Od dziś jestem posiadaczem cuda dla biegaczy! Nie, nie chodzi o Nike Flyknit Lunar150, czy Crivit Sporty z Lidla. Nie mam też na myśli kosmicznych, wszystko-wchłaniających majtek z NASA czy próbki krwi Usaina Bolta w strzykawce. Moje cudo to ON. Garmin 310 XT. Nówka sztuka...
Kiedyś, w zamierzchłych czasach młodzieńczych idiotyzmów i biegania wokół wulkanu w Edynburgu, miałem ci ja takie cóś jak Garmin 305. Kupiony za ciężko zarobione funciki towarzyszył mi niemal wszędzie tam, gdzie nosiły mnie nogi. Był jak najlepszy giermek, gotów na każde me zawołanie wspomóc mnie w kolejnej walce...

Aż przegrałem. I choć Garmin piszczał i kwiczał zamknięty w szufladzie, to moje kolano postanowiło dać mi nauczkę i oduczyć szybkiego zbiegania z wulkanów. A gdy już przestało się gniewać i boleć, to z kolei mnie się już nie chciało. Wróciłem do kraju rodzinnego i zająłem nauką, wieszając buty biegowe na przysłowiowym kołku. Biedny giermek Garmin odszedł zaś w paczce do nowego właściciela, którego zapoznałem przez znany serwis ogłoszeniowy o nazwie Allegro.

Minęło wiele lat. Skronie me posiwiały nieco, czoło powiększyło znacznie i zaczęło niemal sięgać czubka głowy, a życie znów potoczyło się wedlug odwiecznych zasad (tym razem swą moc ujawniło ludowe porzekadło: głowa siwieje, dupa szaleje) i po raz wtóry zacząłem biegać.

Rolę giermka przejął smartfon z aplikacją biegową. Jakoś to szło, biegło, pędziło... mijały tygodnie, forma rosła i wszystko wydawało się być piękne i cudowne...

I byłoby takie z całą pewnością, gdyby nie mój głupi charakter, przez który nagle zacząłem sobie wyobrażać, że znów muszę mieć zegarek. A bo smartfon duży jest, a to nie wodoodporny. Pokrowiec na ramię niewygodny nagle się zrobił, saszetka biodrowa jakaś taka mało praktyczna... Słuchawki spadały, albo się psuły. Podglądu na bieżąco nie miałem...

Znam się, dlatego niespecjalnie mnie to wszystko zdziwiło:)

Zacząłem więc poszukiwania... szukałem, czytałem, sprawdzałem, oglądałem. I oczywiście byłem coraz głupszy, bo jak jeden model miał coś ważnego, to nie miał innej, równie ważnej rzeczy. A jak któryś miał wszystko, to kosztował majątek!

Zrobiłem więc listę:

1. ciągłe podświetlenie - ważne
2. autolapy - b. ważne
3. jednoczesny widok na średnie tempo i przebiegniętą odległość - b. ważne
4. pulsometr - średnio ważny
5. bateria - średnio ważna
6. niska cena - kluczowa

i wyszło mi, że nic nie znajdę!:) Musiałem coś zmienić, znaczy się albo wymagania, albo pułap cenowy. I problem! Ani jednego, ani drugiego nie umiałem zrobić... No bo jak tu zrezygnować z wymagań, skoro ma to być partner wieloletni zarówno na treningach, jak i na zawodach? Przecież na jakości takiego sprzętu nie ma co oszczędzać! A skoro tak, to został pułap cenowy... no dobra, tylko co, skoro na zwykły pulsometr ledwo mnie stać ostatnio?

Z pomocą przyszło mi dziecko. Moje dziecko, które powodowane bezgraniczną miłością do ojca swego postanowiło kupić taki zegarek i sprzedać mi go na raty. Oczywiście z dobrym zyskiem:), który sam zaproponowałem.

Od tej chwili wszystko stało się niezwykle proste. Na polu bitwy pozostało bowiem dwóch kandydatów: Timex GPS IronMan Run Trainer 2.0 albo Garmin 310 XT. Podobna cena, zbliżone możliwości. Zacząłem ostateczne starcie, przed którym... ale co Was będę zanudzał szczegółami, przecież wynik już znacie!

Dodam tylko, że w podjęciu ostatecznej decyzji pomógł mi ten o to blog, prowadzony przez Ray'a Maker'a o pseudonimie DC Rainmaker. Warto zajrzeć...

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger