sobota, 8 marca 2014

Udało się! Mam licencjat!!!!!

Tadam! W pięknym stylu, tylko przy lekkim drżeniu kolan, udało mi się dziś obronić. Dziękuję Panu, Panie profesorze Sonczyk! I Panu, Panie Prodziekanie Kuras! I Pani, Pani... przepraszam nie pamiętam, ale też Pani dziękuję! Byliście kochani:)

Trochę mi teraz wstyd, że tyle lat robiłem z siebie bałwana. Kombinowałem, unikałem, wiłem się jak zaskroniec jakiś. Wszyscy wkoło mówili mi, żebym przestał i wziął się w garść, a ja oczywiście musiałem być sobą. Panem strachliwym dzieciakiem. I leniem na dodatek, bo powiedzmy sobie szczerze: licencjat na kierunku dziennikarstwo i komunikacja społeczna to nie fizyka molekularna na uniwerku w Tokio. Co nie znaczy oczywiście, że każdy głupi zda bez problemu...

Ja zdałem!

Dziś, po niemal trzech latach od złożenia pracy i papierów, wszedłem tam i zdałem! 

Co za ulga... żeby nie bieganie i półmaraton za dwa tygodnie to chyba bym się napił czegoś mocniejszego. Albo poszedł imprezować do białego rana! Albo... zaraz zaraz, przecież ja nie imprezuję, nie piję i ogólnie nie lubię ludzi, prawda? Sami widzicie jak szczęśliwy muszę być w tym momencie. A przecież minęło już kilka godzin...

Bo jestem. Nie tylko szczęśliwy, ale nawet cholernie szczęśliwy! Naprawdę, cieszę się jak małe dziecko z grzechotki! Bo mi się wreszcie coś udało! Zrobiłem to. Przełamałem tę już niemal klątwę AHE i zrzuciłem jeden z większych kamieni, jakie mi na sercu leżały. Jestem wielki! Mogę wszystko, wiem to. Czuję to. 

Idę świętować, co oznacza leżenie w tyłkiem i nicnierobienie do poniedziałku. A co? Kto wykształconemu zabroni? No kto? :)


0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger