czwartek, 3 kwietnia 2014

Magiczny napój biegacza - WTF?!

Gdy całkiem niedawno czytałem "Ukrytą siłę" Richa Rolla uwagę moją przykuła pewna ciekawostka (poza tym oczywiście, że facet jest nieziemsko wytrzymały i je wyłącznie rośliny). Jego poranny napój cudowny, czyli woda z octem jabłkowym, który według Richa może być dla mnie tym, czy magiczny napój był dla Asterixa. Oh, really, Mr. Rich?
O ile dieta z samych roślin wydaje się być ciekawym tematem do zgłębienia, o tyle wiara w cudowne niemal działanie dwóch, trzech łyżeczek octu z jabłek zakrawa na... no właśnie, na wiarę. A ja nie lubię wierzyć, wolę coś sprawdzić. Dotknąć, poczuć, polizać. Dopiero wtedy mogę mieć jakieś zdanie. 

Co było więc robić... kupiłem butelkę Fine Apple Vinegar, odkręciłem i... o żesz k#$%@wa, wyżarło mi nabłonek węchowy! I wypaliło wszystkie włosy w nosie! O bogowie, mało wam, że zabraliście mi większość czupryny z głowy?! Mało wam? Jeszcze z nosa musicie?
Co za zapach! No bo smrodem w sumie tego bym nie nazwał, daleko temu czemuś do na przykład szamba czy tygodniowych skarpet. Ale wesoło nie jest. Smak też nie powala, na szczęście rozcieńczenie trzech łyżeczek w kubku wody nieco tę cechę octu jabłkowego łagodzi.

I to trzeba pić? Na czczo? No dobra, tylko właściwie po co?

Sam Roll jakoś nieszczególnie się w ten temat zagłębia. Ot, chwali on ocet za to, że po całej nocy bez jedzenia pozwala mu on zalkalizować organizm. Zalkalizować?! Znaczy co zrobić? Wsadzić anodę w tyłek, a katodę do nosa? A napięcie jakie, panie profesorze?

Musiałem trochę poczytać. Jeden tekst, drugi, dziesiąty... (czy ja już pisałem, że przedmioty ścisłe są dla mnie zbyt ścisłe? Już w podstawówce wiedziałem, że żaden ze mnie Einstein czy Curie Skłodowska) i wciąż nic. Tylko frustracja coraz większa i chęć odpuszczenia tematu.

Kilka dni później...

Poddaję się. Życie jest zbyt krótkie, żeby tracić tyle czasu na bezskuteczne próby ogarnięcia czegoś, co wydaje się nie mieć końca i początku. Przeczytałem chyba z setkę artykułów i sto razy tyle komentarzy. Jak już coś zaczynało mi świtać, to od razu ktoś rozrzucał mi klocki po całej czaszce. Dość!, krzyknąłem dziś rano na głos. Przecież nie piszę doktoratu z dietetyki, więc po co te męczarnie? Podsumuj kilka faktów i bierz się za coś innego! Pobiegaj na przykład, albo wylicz zapotrzebowanie na białko...

Garść faktów:

Grupa I -  Ocet jabłkowy jest bardzo zdrowy i powinno się go pić, bo:
  1. wspomaga usuwanie toksyn 
  2. przyśpiesza metabolizm i utrudnia odkładanie tłuszczu w komórkach
  3. alkalizuje ciało (przeciwdziała zakwaszeniu)
  4. dostarcza dużo witamin i składników mineralnych (w tym ultraważny potas - kto nie wie dlaczego, niech poczyta o pompie sodowo-potasowej
Grupa II - utrzymanie równowagi kwasowo-zasadowej jest kluczowe dla biegacza
  1. zakwaszenie organizmu prowadzi do senności, ogólnego zmęczenia, braku koncentracji, niedotlenienia mięśni i mózgu, a nawet - wg części czytanych przeze mnie tekstów - znacznie zwiększa ryzyko zachorowania na raka (ma to związek z tlenem właśnie, który odkrył Otto Heinrich Warburg odkrywając, że komórki rakowe nie "żywią się" tlenem - facet dostał za to Nobla)
  2. główną - również wg części czytanych przeze mnie tekstów - przyczyną zakwaszenia organizmu jest obżarstwo, szczególnie nadmiar mięsa (wieprzowina dość często się w tym miejscu pojawiała) ma prowadzić do powolnego zatruwania organizmu (trawienie mięcha, jak wiadomo bogatego w aminokwasy uwalnia kwas siarkowy w tych aminokwasach zawarty). Z małymi porcjami "kwaśnego" żarcia spokojnie poradzą sobie nasze płuca (poprzez dodatkowy wyrzut dwutlenku węgla), nerki czy tzw. układy buforowe krwi i osocza (związki chemiczne reagujące z kwasami jak zasady, a z zasadami jak kwasy). Niestety, przy dużej ilości jedzenia (współczesnego śmiecia w szczególności) wszystko wyżej wymienione zwyczajnie nie nadąża.
    Najprecyzyjniejszymi urządzeniami kontrolującymi poziom pH są układy buforowe krwi i osocza. Tak nazywają się związki chemiczne (białka krwi, fosforany i węglany), które reagują z kwasami jak zasady, a z zasadami jak kwasy.

    http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/uklad-pokarmowy/Kwasica-czyli-zaburzenie-kwasowo-zasadowej-rownowagi-organizmu_33627.html
    Najprecyzyjniejszymi urządzeniami kontrolującymi poziom pH są układy buforowe krwi i osocza. Tak nazywają się związki chemiczne (białka krwi, fosforany i węglany), które reagują z kwasami jak zasady, a z zasadami jak kwasy.

    http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/uklad-pokarmowy/Kwasica-czyli-zaburzenie-kwasowo-zasadowej-rownowagi-organizmu_33627.html
    Najprecyzyjniejszymi urządzeniami kontrolującymi poziom pH są układy buforowe krwi i osocza. Tak nazywają się związki chemiczne (białka krwi, fosforany i węglany), które reagują z kwasami jak zasady, a z zasadami jak kwasy.

    http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/uklad-pokarmowy/Kwasica-czyli-zaburzenie-kwasowo-zasadowej-rownowagi-organizmu_33627.html
  3. długotrwałe zakwaszenie organizmu prowadzi do zaburzeń w pracy mięśni, znacznego obniżenia zdolności wysiłkowych organizmu, chorób (podobno nawet włosy od tego wypadają) i osteoporozy. Ta ostatnia powstaje w chwili, gdy wspomniane wyżej bufory krwi i osocza nie dają rady zneutralizować kwasów, co powoduje uwalnianie dodatkowych substancji mineralnych z kości. A co się stanie, gdy nasze kości muszą ciągle coś uwalniać? Ano stają się słabsze i łamliwsze. Porządnie w tyłek dostaje też tkanka chrzęstna, co zwiększa ryzyko zwyrodnienia stawów...
Grupa III - można jeść niemal wszystko, byle by w odpowiednich proporcjach. Na przykład chleb koniecznie z sałatą, pietruszką albo pomidorem, a mięso z warzywami...

I tak to właśnie wygląda. Chciałbyś się człowieku dowiedzieć dlaczego ocet jabłkowy jest taki fajny, a kończysz po paru dniach czytaniem o sposobach naturalnego wyleczenia raka. I potem zamiast krótkiego posta o cudownym napoju dla każdego sportowca wychodzi takie cóś. Ni to referat, ni artykuł. Cóś. A ja nie chcę mieć bloga pełnego cósiów, bo raczej nikt nie szuka cósiów, nie? Ludzie chcą się czegoś dowiedzieć, chcą informacji! Cósie to mają Ci, co oglądają telewizję na przykład. Albo Ci, co czytają pudelki jakieś, O tam są dopiero cósie!

Podsumowując: zdecydowanie coś w occie jabłkowym jest. I to coś dobrego, nie ma więc chyba potrzeby wnikać więcej w ten temat. Ja piję. Piję go rano, na czczo, dodając do szklanki wody jeszcze pół wyciśniętej cytryny. W smaku słabo to wypada, ale co tam, skoro pomaga.

I w tym momencie koło się zamyka, wracamy bowiem do punktu wyjścia: wiary. Skoro piję, to muszę też uwierzyć, bo nijak przecież nie da się udowodnić, że to działa. I to w tym jest najgorsze...


0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger