piątek, 4 kwietnia 2014

Łódź Maraton 2014 - pierwsze problemy?

Trzy dni temu (znajdziesz ten post tutaj) pisałem o moich przemyśleniach dotyczących zbyt małej liczby długich wybiegań przed maratonem. Z pomocą książki "Biegi długodystansowe" Christoma Baura ułożyłem też własny plan treningów na ostatnie dwa tygodnie przed startem. Dziś zastanawiam się, czy zmieniać coś w samym bieganiu, czy też bolące mięśnie to kwestia diety...


Zgodnie z własnym planem odpoczywałem w poniedziałek, we wtorek wyszliśmy z M. na swobodne truchtanie, za to w środę podkusiło mnie na trening z mistrzem. A raczej mistrzynią...

A musicie wiedzieć, że trening u Joanny Chmiel z domu Gront to nie jakieś tam pobieganie po osiedlowych alejkach. To minimum trzy kilometry rozgrzewkowego biegu, ze dwadzieścia minut intensywnych ćwiczeń i dopiero trening, co przedwczoraj oznaczało dwanaście razy jeden (dwanaście kilometrów w tempie 5:20, co kilometr chyba z dwieście metrów truchtem). Razem wyszło 16.



Tak wygląda rozgrzewka... 

Biegło mi się wspaniale! Jak za każdym razem ostatnio, gdy trenuję ze "średniakami DOZ-u" i przypominam sobie, że w lutym, na pierwszym treningu odpadłem z grupy po trzecim kilometrze... Ale do rzeczy, skoro biegło mi się wspaniale, to w czym problem? Ano nie w głowie, czy w płucach, jeno w nogach. A raczej w mięśniach. Bolą (dla laików mam zakwasy), najbardziej dwugłowe uda, choć wykroków, czy wypadów na rozgrzewce nie robiliśmy tym razem wcale. Ale czuję też ból w mięśniach naramiennych i w czworobocznym, popularnie na siłkach zwanym "kapturem".

O czym to świadczy?

Raczej nie o nadchodzącym przeziębieniu. To nie ten rodzaj bólu, nie to "łamanie" w kościach. No i brak jakichkolwiek objawów przeziębienia, o którym w sumie mam nadzieję już niedługo zapomnieć (jeszcze kilka miesięcy picia magicznego napoju jak sądzę:)

Zostaje przetrenowanie lub złe odżywianie. Złe w sensie za mało, oczywiście bo przecież nic złego nie ma raczej w makaronie ryżowym i twardych jajkach, prawda?


Fakt, macając się ostatnio w okolicach pępka zauważyłem znaczny ubytek tkanki tłuszczowej, ale przez ostatnie miesiące miałem zaledwie jeden dzień, podczas którego czułem się słabo i nie ukończyłem treningu (patrz feralna niedziela). Czyżbym więc osiągnął punkt, w którym organizm nie spala już tak efektywnie tłuszczu jako paliwa? A może to tylko brak magnezu, bo piję za dużo kawy? Za mało tłuszczów w diecie? Co robić, Panie Premierze, co robić? Bo jeśli moje tak nagłe uszkodzenia mięśni to nie sprawa diety, to pozostaje przetrenowanie, a raczej jego początki...

Dobra, bo się rozpłaczę... planów biegowych nie zmieniam, choć pewnie większość z Was poradziłaby mi odpuścić dziś, albo najlepiej jutro. Więcej za to zjem i więcej pośpię. A od biegania poodpoczywam sobie w przyszłym tygodniu...

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger