poniedziałek, 5 maja 2014

Bez tytułu...

Umówmy się, że za każdym razem, gdy zobaczycie tytuł "Bez tytułu...", to lepiej nie czytajcie. Albo przed czytaniem powtórzcie sobie w myślach: robię to na własną odpowiedzialność. Bo będzie smutno. I ponuro. I nawet jeśli dodam coś pozytywnego (jak dziś chociażby), to i tak nadal będzie baaardzo smutno. I baaaardzo ponuro....
Pierwszy majowy poniedziałek w tym roku. Cztery dni wolnego minęły i... nic. Nie dowiedziałem się, że jestem niesamowitym człowiekiem, nie odkryłem w sobie jakiegoś nowego talentu, nie usłyszałem od dziecka, że jestem super tatą. 

A, no i nie wygrałem też w totolotka, co oznacza, że wciąż nie mogę uciec od wszystkiego i wyprowadzić się w Bieszczady.

Jestem już w pracy. Sam. Dobrze? Niedobrze? Nie wiem... Czekam na szefową, żeby się zabrać do pracy, której i tak jest dziś raptem na jakieś kilkadziesiąt minut. To może by tak popisać? Książkę? Nie, nie mam weny. To na bloga chociaż, co? Niech będzie... pomarudzę, ponarzekam, powylewam trochę żółci... czasem faktycznie myślę, że to jak z rzyganiem: blueeee w kibel i nagle czujesz się dużo lepiej. 

To do roboty. Co dzisiaj? Recenzja "Biec albo umrzeć"? Plany biegowe na resztę roku? Coś o diecie, odżywianiu i rezygnacji ze zwierzęcego białka? 

Niech lepiej będzie marudzenie... 

Nie ma kawy! Przecież nie dam rady napisać nic bez kofeiny! Ostatnio nawet bez niej nie sypiam! Co teraz? A może zacząć ją odstawiać? Może dziś właśnie powinienem rozpocząć odwyk, przecież żelazo mi się słabiej przyswaja... Nie, idę do sklepu. Życie jest dostatecznie smutne. Muszę się napić...

Trzy godziny później

Tak to właśnie jest, jak się człowiek oderwie na chwilę od pisania i pójdzie do Biedronki po najtańszą kawę. Nie dość, że kupi droższą niż chciał, to jeszcze po powrocie odkryje szefową siedzącą za biurkiem! I dupa z blogowania... 

Ale nawet popracować jak jednoszóstoetatowiec nie mogłem. B jak tylko usiadłem z kawą to zadzwonili z serwisu, żeby odebrać kosiarkę teściowej! Więc odebrałem, po czym wróciłem. Kawa zimna, szefowa zachmurzona, stopy zmarznięte (zachciało mi się sandałków w maju). To jest życie, pomyślałem ironicznie oraz srodze już wkurzony i już miałem opisać dokładnie swoją depresję, gdy nagle w przeglądarce (sam:) wyświetlił mi się link do takiego posta:

Szukasz żony?...

I przeczytałem. A potem jeszcze kilka innych, i jeszcze, i... chyba wszystko w sumie przeczytałem, bo objętościowo szału nie ma. Ale marudzić to już mi się nie chciało...


0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger