niedziela, 22 czerwca 2014

Bieganie naturalne - pierwszy test Sockwa G4

Już niedziela, a biegałem w Sockwach w czwartek... Opóźnienie w relacji z tego wydarzenia jest co najmniej dziwne, bo co prawda chodzić normalnie nie mogę, ale ręce mam sprawne. Może to szok? Przecież dziesięć kilometrów "na bosaka" to dla stopy zakutej w buty od 38 lat prawdziwa rzeźnia, nie?:)

No nic, lepiej późno niż wcale: zapraszam na relację z mojego pierwszego biegu w butach minimalistycznych.


O tym, jak dotarły do mnie amerykańskie buciki Sockwa G4 już Wam pisałem (TUTAJ). Wiecie więc, że pierwszy test, czyli łażenie po domu, zdały celująco. Nawet spać w nich chciałem, ale M. powiedziała, że chyba mnie pogięło i jak chcę, to mogę sobie iść spać na balkon.

Zero zrozumienia...

Mimo wszystko rano wstałem rześki, wypoczęty (jak codziennie niemal odkąd jestem na Ultra Diecie) i gotowy do testu, który zaplanowałem w pobliskim parku. Choć na tyle rozumu mi wystarczyło, bo... no dobra, nie uprzedzajmy faktów.

Z bloku do wspomnianego powyżej skupiska drzew mam niecały kilometr chodnikiem, po równej - nie tak dawno ułożonej - kostce. Więc od razu zmartwienie: biec czy iść? 

No bo jak mi się bieżnik zedrze? No niby buty mają być wytrzymałem, ale z drugiej strony to tylko cienka guma przecież. Szkoda, żeby coś pękło... albo się przetarło... takie nowe i amierykańskie...

i tak dalej.

W końcu pobiegłem. Trudno, pomyślałem, co ma być to będzie! 

Pierwsze kroki i... no cóż, nie muszę chyba wyjaśniać, że przejście od "normalnych" butów do biegania do cieniutkich (podeszwa o grubości 1,2mm) papci musi być doświadczeniem niezwykłym. Nawet dla kogoś, kto tak jak ja od kilku miesięcy stara się "biegać prawidłowo", czyli ze śródstopia.

Daruję Wam czytania opisów w stylu: "wolność bez granic", "uwolnione stopy z wdzięczności niosły mnie same", czy "czułem się jak boski posłaniec Hermes pędzący z wiatrem ku pobliskiej linii drzew ze śpiewem na ustach, radością w sercu i dobrą nowiną dla wszystkich mieszkańców Ziemi". Uwierzcie mi, mógłbym tak bredzić godzinami, a i tak opisac się tego dokładnie nie da.

To był jeden bieg raptem, przekażę Wam więc to co najważniejsze:

- Sockwy są niewyczuwalne. Lekkie, przewiewne i wygodne. Zupełnie jakby nagle stopom skóra na podeszwie zmieniła się w cienką gumę.

- Logiczne jest, że na twardym podłożu nie ma mowy o bieganiu z pięty. Trawa, ściółka, piasek - jak nabardziej, ale nawet ubita ścieżka w parku od razu przypomni Ci o prawidłowym lądowaniu.

- Czucie podłoża jest niezwykłe - guma jest na tyle cienka, że czuć każdą nierówność, ale i na tyle gruba, że bez obaw biegłem po parku bez ciągłego patrzenia gdzie stawiam stopę.

- uczucie "napompowania" łydek po pierwszym kilometrze jest niewyobrażalne! Miałem wrażenie, że wyrosły mi co najmniej takie, jak Mike'owi Matarazzo:

źródło: http://forum.bodybuilding.com
- uczucie bólu po dziesiątym kilometrze także dość nietypowe!:) Ale już po czwartym wiedziałem, na co się piszę, więc się nie skarżę. Zrobiłem to na własne życzenie, wiedząc doskonale czym grozi taki dystans w butach minimalistycznych bez przygotowania. Ale nie mogłem się oprzeć, bo biegło się naprawdę świetnie!

na szczęście tylko na jednym palcu :)

Podsumowanie:

Po 10 kilometrach nie mam najmniejszych zastrzeżeń co do wykonania butów i stwierdzam, że chyba udało mi się trafić w rozmiar (wziąłem większe o numer niż normalne buty do chodzenia). Chyba, bo jednak pojawił się krwiak na jednym palcu i chyba, bo to raptem pierwsza dyszka...

Sam bieg był niezwykły z racji budowy buta, grubości podeszwy i sposobu stawiania stopy na ziemi. Jeszcze krótsze kroki, nieco większa kadencja.

Ból łydek, nieprzygotowanych do takiego doznania, jest duży. I nie bolą (mnie przynajmniej) mięsień brzuchaty czy płaszczkowaty, a raczej flexor hallucis longus (mięsień zginacz długi palucha stopy) i Musuclus flexor digitorum longus (mięsień zginacz długi palców stóp), które są położone głębiej. I takie właśnie miałem wrażenie przy każdym kroku - że ktoś wbija mi nóż gdzieś wśrodku łydki.

Jak tylko łydki dojdą do siebie zaczynam program wzmacniający: Sockwy są na tak małe, że będę je zabierał na treningi w nerkę i biegł w nich jakiś kilometr, dwa gdzieś pośrodku dystansu.
 

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger