środa, 2 lipca 2014

Baton energetyczny - pieką wszyscy, piekę i ja!

W ramach końcowych przygotowań do Transjury zrobiłem dziś batony energetyczne. Tak właśnie, JA zrobiłem. No co?! Zamiast wydziwiać lepiej podziękujcie. Poniżej zdradzam Wam, jak za niecałe dwie dychy można mieć prawie kilogram jedzenia na cały dzień ultra!

Słowem wstępu

Jeszcze za mojego poprzedniego życia (tego przedbiegowego) kupiłem kilka razy i przy różnych okazjach "batony sportowe" w sklepie. Różne. Zarówno te białkowe dla pakerów, jak i energetyczne dla tych mniej umięśnionych. Głównie po to, żeby mieć coś sycącego pod ręką z dala od cywilizacji. Albo żeby zaoszczędzić na jedzeniu w knajpach...

Jak dotąd raptem ze dwa razy kupowałem "biegowego" batonika z myślą o biegu (wiadomo, staż biegowy mam niewielki) i sprawdzeniu czy działa. Dwa to niewiele razy, więc żaden ze mnie batonowo-biegowy ekspert, ale mogę chyba napisać, że po żadnym nie doznałem nagłego przyśpieszenia i nie wyprzedziłem jadącego samochodu.

Z drugiej strony nie dostałem też rozwolnienia, czyli na dwoje babka wróżyła.  Może pomogło, może nie.

Pewne jest natomiast, że nie zabiorę już raczej nigdy batona na zwykłe bieganie. Zwykłe, czyli takie powiedzmy do 30km w 2,5 godziny. Wiadomo, przy takim pędzie człowiek nie myśli o jedzeniu, tylko zbiera muchy z czoła. A jeśli już, to najlepiej sprawdzi się przy takim biegu woda i żel.

Skoro tak, to po co w ogóle te batony? Ano chociażby dla wspomnianego powyżej biegu ultra. Sto kilosów to nie przelewki i na samej wodzie i nawet wiadrze żelów się tego nie zrobi...

No dobra, a dlaczego batony robione samemu? Ano dla ceny. Baton w sklepie to co najmniej siedem złotych, za które dostajemy średnio 40 gram i 155 kcal. A teraz zerknijcie w tabelkę poniżej:





waga

ilość kalorii

koszt

baton kupiony 
40g 155 kcal 7zł
baton domowy 40g 171 kcal
0,87zł


Jest różnica, nie? Oczywiście nie robiłem badań swoich batonów w laboratorium i nie wiem, ile dokładnie mają białka, węgli czy magnezu, a kalorie obliczyłem dzieląc po prostu ilość kalorii otrzymaną z poszczególnych produktów, ale głowę daję, że i tak się opłaca. W końcu to tylko (albo AŻ) zmielone orzechy, rodzynki, musli, miód i mleko ryżowe. Zero chemii, cukru i transcendentalnych tłuszczów:)

Przepis

W tabeli poniżej znajdziecie listę składników. Co do ilości i proporcji: możecie trzymać się moich lub eksperymentować. Na pewno jeśli dacie więcej orzechów czy rodzynek to nic się nie stanie:)
 
 
migdały 90g 560 kcal
4,9zł

rodzynki 100g
270 kcal 2zł

musli orkiszowe
Polskie owoce ok 150g

500 kcal 2zł

 otręby gryczane ok 150g

500 kcal 3zł
mleko ryżowe 250g 135 kcal
2,5zł


syrop z agawy 100g
312 kcal 2zł

nasiona Chia 20g
104 kcal 1zł
razem 3416 kcal
17,4zł


Przygotowanie

Migdały i rodzynki zmiksować w blenderze aż powstanie jednolita, gęsta masa.



Oddzielnie zmiksować musli, nasiona chia i otręby. Im dłużej tym będzie drobniej. Co kto lubi.



Dodać do mleka syrop z agawy, wymieszać i zmiksowane musli, chia i otręby. Poczekać kwadrans, żeby wszystko dobrze nasiąkło.



Dodać masę orzechowo-rodzynkową i bardzo dokładnie wymieszać (na przykład ręką), tak żeby nie było żadnych grud i grudek. Na końcu tego etapu musicie otrzymać zwartą i klejącą się do wszystkiego masę.



Zwartą i klejącą się do wszystkiego masę przełożyć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, uformować prostokąt względnie kwadrat o grubości ok. 2cm i wpakować do nagrzanego już (170stopni) piekarnika na jakieś 15 do 20 minut. 



 I voilà! Niemal kilogram i ponad trzy tysiące kalorii w niewielkim kawałku, który zmieści do plecaka z bukłakiem.


Zakończenie

Ten sam przepis wykorzystałem kilka tygodni temu. Wtedy dwa batony (niestety ich nie zważyłem) wziąłem ze sobą na Supermaraton w Ozorkowie (relacja TUTAJ). Jednego zjadłem w połowie dystansu, drugiego już po biegu. Oba niosłem w nerce zawinięte w kawałki papieru do pieczenia. Wytrzymały, żaden się nie rozleciał, nie roztopił i nie zgnił. Polecam. 

Przy okazji dobra rada: baton to nie żel i choć rodzynki czy syrop z agawy dają kopa, to jednak wartość batona polega na powolnym uwalnianiu zaklętej w nich energii. Tak więc nie jest to przekąska na sprint czy nawet półmaraton. No chyba, że na pół godziny przed startem...

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger