czwartek, 24 lipca 2014

Kostka cukru czy więzadło w stawie? - o kontuzji słów kilka

Hahaha... hihihi... od przedwczorajszego wieczora nic tylko zwijam się ze śmiechu! Boki zrywam, aż mi już żebra widać przez porozrywaną skórę... Powód? Kontuzja! Lewa kostka, a dokładniej coś tam pod nią zaraz. Nawet chodzi mi się z trudem, a PRZECIEŻ dopiero co ogłosiłem hucznie akcję 66 ULTRAWYZWANIE. Śmieszne, nie?


W sumie to co ja się dziwię? Przecież los niejednokrotnie już rozkładał mnie na łopatki swoimi dowcipami. A to zamyślony nie zauważyłem auta na drodze, a to uszy przestały działać jak powinny, a to trzy lata broniłem licencjatu... Same jaja!

A miało być tak pięknie... pierwszy tydzień z kilometrażem ok. 100 km, dwa treningi w "górach", siła, sprawność... I tak się też zaczęło.

W poniedziałek 19 km spokojnego biegu. Co prawda zaliczyłem kolejną katastrofę wizerunkową, gdy zauważyłem dziwne spojrzenia rzucane w stronę mojej koszulki przez idących z naprzeciwka ludzi, ale co tam. Liczą się kilometry, nie?

Mamo, a dlaczego ten Pan krwawi? Nie wiem, ale szybko schowajmy się za blokiem!
Zdaje się, że plaster muszę zawsze przy sobie. Szczególnie w upały i przy "technicznych" koszulkach z nadrukami. Szkoda przecież, żeby dzieciom bieganie kojarzyło się z zakrwawionym i spoconym szaleńcem nadbiegającym z przeciwka...

Tymczasem nadszedł wtorek. Wieczór. Wymyśliłem sobie bieganie naturalne po parku w nowym wynalazku, o którym chciałem napisać po biegu właśnie. Cóż, napiszę w skrócie teraz.

Pamiętacie Sockwy G4? Genialne buty minimalistyczne z USA made in China? (pisałem TU i jeszcze TU). Moje "chybanie" na temat akuratnego rozmiaru okazało się złowróżbne i buty sprzedałem na allegro. Ale bieg "boso" to cudowne odkrycie, więc szybko zacząłem kombinować, czym Gieczwórki zastąpić. Skoro szybko to wymyśliłem eksperyment: BUTY DO WODY! Takie:

Tribord 100 M Aquashoes z Decathlonu
Nieco grubsza podeszwa niż ta w Sockwach, wierzch siateczkowy, cena niecałe cztery dyszki... zapowiadało się uroczo już w sklepie, po którym potruchtałem trochę, żeby sprawdzić dopasowanie. A we wspomniany wtorek założyłem i pobiegłem. Cudowne (i znajome już) uczucie lekkości towarzyszące mi od samego początku zaczęło znikać gdzieś po drugim kilometrze. Zaczął za to pojawiać się lekki ból, gdzieś zaraz pod lewą kostką od zewnętrznej części stopy. Lekki zmienił się po kolejnych dwóch w dość mocny i w końcu, zamiast godzinnego fartleku skończyło się na dwudziestominutowym fartleku i kilku seriach wypadów w drodze do domu.

Z szybkich oględzin i paru kliknięć wyszło mi, że naciągnąłem prawdopodobnie więzadło stawu skokowego. Opuchlizna jest mała, kostkę widać, więc mogło być gorzej. A wnioski?

No wniosków za bardzo nie posiadam, bo nie zrobiłem nic bardzo głupiego. To nie wina butów czy szybkości w ciemności :) Ba, ja nawet nie wiem, w którym momencie to się stało! Owszem, było już dość ciemno i nie widziałem dokładnie ścieżki w parku, ale na 100% nie potknąłem się na żadnym korzeniu i nie wpadłem w dziurę.

Przeciążenie czyżby...? 

Co by nie było, stało się i teraz trenuję z książką i mrożonym szpinakiem:


Choć nie tylko, bo przecież jak boli kostka i nie można biegać, to nie znaczy jeszcze, że nie da się zrobić innych, równie pożytecznych dla przyszłego górultrasa, rzeczy!

Ja na przykład wczoraj byłem na siłowni i dziś boli mnie nie tylko kostka, ale i mięśnie na plecach oraz klacie. Bicepsy i tricepsy też!

A jak do jutra nie przejdzie to znów idę pakować. Nogi. Uda z przodu, tyłu i po bokach. Na maszynach i nie tylko.

Bo siła to w górach ważna rzecz. Nie ma leżenia i płakania. Trzeba działać. Krynica sama się nie przebiegnie, a 66 ULTRAWYZWANIE samo się nie zrealizuje.

Do zobaczenia w parku!



0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger