sobota, 30 sierpnia 2014

Walsh PB Elite Racer - oldskulowy but uniwersalny

Kilka dni temu wziąłem udział w Mammut Ultra Sky Marathon. Czterdzieści pięć kilometrów leśnych szlaków, błota, kamieni, wspinaczki i zbiegów. Przed startem mało kto spodziewał się, jak wymagająca i trudna technicznie będzie ta trasa. A już na pewno nie spodziewałem się ja i towarzysząca mi para bliźniaków z Wielkiej Brytanii. Dziękuję Wam, chłopcy! Z całą pewnością bez Was ten bieg nie byłby tak emocjonujący, pasjonujący i... łatwy.



Jakoś już w kwietniu - a więc po paru zaledwie miesiącach regularnego biegania - wiedziałem, że asfalt nie jest mi pisany. Czułem podskórnie, że dopiero błoto, kamyry, las i górskie bezdroża sprawią mi największą radość. Że jakoś tak psychicznie bliżej mi do Jorneta, Krupicki czy Świerca niż któregokolwiek z kenijskich maratończyków. Że chcę biegać w górach, w lasach, w błocie...

Skracając wstęp do minimum:1 ...potrzebowałem butów! A właściwie to Butów przez duże "B", czyli takich, które wytrzymają zarówno moczenie w błocie, skakanie po mokrych kamieniach, jak i szaleńcze zbiegi czy przedzieranie się przez gęste krzaki jagód po kolana.

I w cenie ok. 300 zł.

Nie wiem, jak Wy, ale ja zawsze cierpię, gdy mam kupić cokolwiek co nie jest jedzeniem, książką czy paliwem do samochodu. Do szału doprowadza mnie ta ilość możliwych kombinacji podstawowych parametrów poszukiwanego towaru, czyli: ceny, wyglądu i funkcji.

Ten ma to, ale nie ma tamtego! Tamten ma tamto, ale ta cena!!! Oooo, te są świetne, ale nie ma mojego rozmiaru.

I tak godzinami...

Wszystko wskazywało na to, że z poszukiwaniem butów do biegania po górach będzie tak samo, gdy niespodziewanie z pomocą przyszedł mi los w postaci Michała Kołodziejczyka z Team 2008 (tak, tak, ten sam, który organizuje taką chociażby ZAMIEĆ:). To on podsunął mi Brytyjskie Bliźniaki niemal pod nos i jeszcze udzielił kilku porad.2

Muchios gracias senor amigo! :)

Pierwsze wrażenie

Rekomendacja Michała Kołodziejczyka to jedno, ale wygląd butów z fabryki Walsh(trochę historii na samym dole) to już kompletnie inny wszechświat. Wszystkie trzy dostępne w Polsce modele wyglądają jakby właśnie wyciągnął je z szafy nasz tato...

"Wiesz synku, jak byłem w Twoim wieku też chciałem biegać po górach. I wtedy mój tato, a Twój dziadek, wyciągnął z szafy te właśnie buty, które w czasie wojny dostał od brytyjskiego spadochroniarza w zamian za paczkę fajek..."

No, może z tą wojną przegiąłem, ale przyznacie sami, że w porównaniu z dzisiejszymi kapciami to określenia "vintage", czy "oldschool" pasują tu idealnie:

PB Elite Racer kontra Mudclaw 300 i Speedcross 3. And the winner is...
Rzecz gustu, wiem, ale ja zakochałem się w Walsh'ach od pierwszego zobaczenia w necie. Spełniały też (przynajmniej w teorii, ale była to teoria pochodząca od ludzi w nich biegających) wszystkie warunki, których oczekiwałem i jako, że w Polsce dostępne są tylko w jednym sklepie (www.off-trail.pl), to i zastanawiać się nie miałem już dłużej nad czym.

Po wyjęciu z pudełka buty wyglądały dokładnie tak, jak się spodziewałem. Oldskulowo, pewnie i trwale. Lekko "mechaty" przyjemny w dotyku materiał, gumowa podeszwa najeżona twardymi "kolcami", stonowane kolory i zwyczajne trampkowe sznurówki.

Cewki nówki nieśmiganki! źródło: off-trail.pl

Te jakby z tyłu to Walsh PB Elite Trainer, gorzej leżały... :)
Ot, taki mocno minimalistyczno-szmaciany but terenowo-górski :) Mnie ta prostota (w połączeniu z legendą, jaką obrosła marka Walsh na Wyspach) zwyczajnie urzekła i wiedziałem już, że tylko słaba jakość w działaniu może nas kiedykolwiek rozdzielić :)

Niestety, pierwsza para okazała się być za mała i musiałem wymieniać. A druga...? A w drugiej już na drugi dzień poleciałem uśmiechnięty do lasu, o czym pisałem chociażby w TYM poście!

Test na Diablaku

Dokładnie tydzień temu wystartowałem w Mammut Ultra Sky Marathon na dystansie 1xBabia (moja relacja TUTAJ). Miał to być pierwszy wielki sprawdzian Racerów, jako że lipcowa kontuzja wykreśliła mi z kalendarza większą część treningów (w tym i planowane pobieganie na Górze Kamieńsk pod Bełchatowem).

Miał i... był, bo idę o zakład, że trudno byłoby w polskim kalendarzu letnich biegów górskich znaleźć dla butów cięższy sprawdzian (no, może tylko 3xBabia i 6xBabia:)

Pokonałem w Walsh'ach ponad 45km (zgubienie trasy) po lasach i górach Beskidu Żywieckiego. Na Babią Górę wspinałem się Percią Akademików. Z Babiej zbiegałem na łeb na szyję wzdłuż granicy ze Słowacją w gęstych jagodzinach, skrywających kamienie, dziury i błoto. Skakałem po śliskich kamieniach Bystrej. Wpadałem po kostki w błoto. Wracałem ku mecie biegiem północnymi stokami Babiej...

I co? I daliśmy radę! Zarówno ja, jak i moje kochane Walsh'e, które nie zawiodły mnie ani razu. Owszem, poślizgnąłem się kilka razy podczas wyjątkowo stromych zbiegów, ale patrząc teraz na to, co wyprawiałem, to i tak cud, że nie skończyłem ze złamaną nogą.

Gdzieś na Słowacji...
Gdzieś w błocie...

Gdzieś na drugi dzień...

Przez całe dziewięć i pół godziny praktycznie nie musiałem martwić się tym, co mam na stopach. Na podbiegach, w błocie i na leśnej ściółce czułem się, jakby ktoś dociskał mi stopy do podłoża. Nie ślizgałem się na mokrych kamieniach. Nie porobiły mi się żadne obtarcia czy pęcherze, a mimo częstych (i stromych, i szybkich) zbiegów nie czułem, że palce uderzają o przód buta.

Nie odczuwałem też żadnych "sensacji", o których napisał Michał w swojej recenzji. Mnie stosunkowo cienka podeszwa z mnóstwem twardych "kolców" nie przeszkadzała na kamieniach. Tak samo zresztą jak całkowity brak amortyzacji.

Trzeba pamiętać, że Walsh PB Elite Racer to nie jest but wodoodporny i dość szybko łapie wilgoć na przykład z mokrej trawy (o górskim potoku czy błocie po kostki nie wspominając), ale mam wrażenie, że równie szybko tę wilgoć odprowadza. Nie mierzyłem co prawda wilgotności butów, ale też ani przez chwilę nie miałem wrażenia "chlupotania" w bucie.

I jeszcze takie małe spostrzeżenie na koniec: nieduży dropp (8mm) Racer'ów niejako wymusza bieganie ze śródstopia, co akurat mnie odpowiada, ale jeśli ktoś z Was namiętnie ubija ziemię piętą, to proszę pamiętać, że to nie jest but na asfalt. A w górach i tak rzadko się trafia coś płaskiego, nie? :) 

A czy są, Panie, jakieś wady?

No są, niestety, i piszę to z bólem serca, kocham bowiem bliźniaki jak własne... Nie wiem, czy to moja para jakaś słabsza, czy w ogóle słabsza część Racer'ów, ale całkowicie odkleił się otok w obu czubkach. Co prawda nie wygląda na to, żeby materiałowa część buta miała się oderwać od podeszwy i na pewno nie ma to wpływu na "działanie" butów, ale wygląda słabo.




Coś mi się widzi, że trzeba będzie bliźniaki reklamować. Albo ratować chociaż jakimś superklejem, żeby się nie rozwaliły bardziej. Ale to po Krynicy, do której jadę za tydzień.

Dodano: 3.09.2014

Zgodnie z moimi przypuszczeniami reklamacja została przez off-trail uznana i będę musiał bliźniaki odesłać :( Tylko czy dam radę znieść to rozstanie? Czy druga para będzie miała to coś, co ta dwójka? Chlip... chlip...

Czas pokaże...


Gdzie kupić?  Buty możecie kupić u jedynego autoryzowanego sprzedawcy w Polsce, sklepie Off-trail.pl

Polecam nie tylko ze względu na Walsh'e, ale także z powodu rzadko spotykanej uprzejmości i doświadczeniu w biegach przełajowo-górskich!



PS.

Tak sobie myślę, że jedyną rzeczą, jakiej mi teraz brakuje - albo Tobie, Drogi Poszukiwaczu Swoich Pierwszych Butów do Biegania w Górach (w skrócie DPSPBBG:), - to możliwość porównania Walsh'ów z innymi butami. Niestety, raczej nie zanosi się, bym jakieś Salomony, Inovy-8 czy La Sportivy kupił w najbliższym czasie, więc nie pozostaje mi nic innego, jak tkwić w przekonaniu, że Walsh PB Elite Racer to najlepsze buty do biegania nie tylko w terenie, ale i w górach!3



Przypisy:

1 - pozwoliłem sobie wyciąć jakieś tysiąc słów, w których autor opisywał swoje pragnienia i żądze, a które kompletnie nic nie wnosiły do tematu, czyli testu butów (od tłumacza)

2 - TUTAJ znajdziecie recenzję/test Walsh'ów, autorstwa Michała. Przy okazji polecam blog, jest trochę ciekawego materiału do poczytania.

3 - co nie znaczy, że jeśli jakiś dystrybutor na Polskę będzie mnie chciał przekonać, iż jest inaczej, to się nie zgodzę potestować, rzecz jasna! :)


Trochę historii

Norman Walsh Performance Footwear to jedna z niewielu marek świata, którym jakoś udaje się przetrwać na dzisiejszym rynku bez przenoszenia produkcji do Chin, Indii czy Bangladeszu. To także jedna z nielicznych firm, które nie zmieniają wyglądu swoich produktów tak, aby wyglądały coraz bardziej nowocześnie, kosmicznie i bajerancko.

I jakby tego było mało, to Norman Walsh Performance Footwear jest jedyną znaną mi fabryką, której produkty określane są jako "kultowe", a w której przy ręcznej produkcji butów zatrudnionych jest 10 (słownie: dziesięć) osób!

Nieźle, co?

A wszystko zaczęło się już w 1945 roku, kiedy to czternastoletni Norman Walsh rozpoczął pracę w fabryce butów o nazwie Foster Bros Footwear, gdzie szybko zasłynął ze swoich umiejętności i już w 1948 roku właściciel fabryki zlecił mu zrobienie butów dla brytyjskich sprinterów wybierających się na londyńską olimpiadę.

W 1961 Norman założył własną firmę, w której skupił się na butach do rugby. Pracując 80 godzin tygodniowo produkował ok. par butów, które sprzedawał niemal tuż po wyłączeniu maszyny do szycia. Dopiero znajomość z Petem Blandem - legendą brytyjskich biegów terenowych - doprowadziła do zaprojektowania i rozpoczęcia produkcji butów, które kilkadziesiąt lat później stały się modelem PB Trainer, jednym z najlepiej sprzedających się butów do biegania po brytyjskich górach w historii...

źródła:

http://www.alpineworld.com/trail/walsh.html
http://6acrekicks.wordpress.com/2014/02/18/norman-walsh-footwear-the-interview/

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger