piątek, 12 września 2014

Co jem, a czego nie jadam, czyli walka z wiatrakami

Chyba tylko najstarsi górale pamiętają jeszcze, że w kwietniu tego roku grzmiałem na UD o rozpoczęciu poszukiwań IUDB (Idealnej UltraDiety Biegacza). Obłożony książkami zapuściłem się potem w niezbadany teren z sercem drżącym, acz gotowym... I choć baaardzo chciałbym tu i teraz napisać, że byłem w tej podróży jak Indiana Jones w "Świątyni zagłady" (albo przynajmniej jak Luke Skywalker w Gwiezdnych Wojnach), to prawda jest nieco inna. Byłem bowiem jak...

... Księciunio i Tołdi. Albo Pinky i Mózg, żeby się już ostatecznie pogrążyć kreskówkowym klimatem. Bo i owszem, widziałem te cholerne Gumisie, a kilka to nawet miałem w garści, tylko że wciąż mi umykały...

I tak do dzisiaj...

Czy to znaczy, że nie znalałem odpowiedzi? Że IUDB nie istnieje?

Na szczęście nie! Znaczy to jedynie, że choć mam już w ręku źródło wiecznej szczęśliwości to nie bardzo wiem jak działa. A nawet nie tyle, że nie wiem, ale zwyczajnie nie potrafię tego udowodnić! Owszem, stosując je (to źródło znaczy:) czuję się rewelacyjnie, jestem spokojniejszy, mniej sypiam, wstaję wypoczęty i gotowy do działania, mniej ważę, dalej i dłużej biegam...

Tyle tylko, że to żadne argumenty dla otaczających mnie mięsożerców, mlekopijów czy ślepych wyznawców chrupiącej skórki na każde śniadanie. Oni wszyscy też mówią, że czują się świetnie! Że jak nie zjedzą mięsa, to nie mają siły na trening. Że dzięki mleku nie łamią im się kości. Że jedzą wyłącznie ciemne pieczywo, które nie tylko jest pyszne, ale i megazdrowe, po którym całymi dniami dosłownie fruwają pod sufitem!

A ja w takich sytuacjach jestem bezbronny jak niemowlę."Poczytajcie trochę książek...". próbuję się jeszcze jakoś bronić, ale zaraz padam rozstrzelany (niegłupią niestety) argumentacją, że książki pisze teraz nawet Kasia Cichopek...

I tu się poddaję. Brak mi argumentów, żeby dalej walczyć. Chowam topór, zsiadam z konia i zabieram manatki do domu, żeby w ciszy i spokoju lizać rany, jeść gotowane buraki i wypijać zmiksowane w wodzie nasiona chia z nasionami sezamu.

I nie chodzi wyłącznie o braki w wiedzy, nieprzygotowanie faktów, czy niechęć do dyskutowania. Zwyczajnie nie chce mi się walczyć z wiatrakami. Nie mam cierpliwości don Kichota, żeby do upadłego przekonywać kogoś, kto od dziecka pije mleko, że to mleko wcale nie jest takie fajne, jak pokazują w reklamach, czy jak powtarzają nasze mamy, że o babciach nie wspomnę. Że kiepsko pogryzione mięso gnije w jelitach i zakwasza cały organizm. Że człowiek pochodzi od małpy, a te są roślinożerne przecież i fakt, że jakiś szympans zje na urodziny kawałek mięsa tego nie zmieni. Albo, że dzisiejsza pszenica w niczym nie przypomina już tego, z czego nasze prababcie piekły chleb i ciasta, i że powinna się raczej nazywać P127hjE-24 ( czy jak tam sobie naukowcy genetycy oznaczają swoje dzieła).

I w końcu, że świat (a już na pewno "nasz" świat tzw. cywilizacji zachodniej) naprawdę jest sterowany przez stosunkowo niewielką grupę ludzi, których jedynym interesem jest KASA. A jak najlepiej i najłatwiej zarobić? Ano mając miliony owieczek, którym sił i zdrowia. do pracy wystarczy tylko do 67 roku życia (choć lepiej jak padną nieco wcześniej). A jak to osiągnąć? Ano wmawiając im, że zdrowe jest to, co wcale zdrowe nie jest. To, co zostało wyprodukowane w fabryce. To, co ma w składzie połowę tablicy Mendelejewa. To, co ma nas osłabić i otumanić. To, co ma zwiększyć zapadalność na choroby i wywoływać alergie.

A na koniec dodajcie jeszcze do tego porozumienie lobby farmaceutyczno-spożywczego z rządami, mass mediami i całą resztą ten ban... grupy.

Jak myślicie, po co wciąż obniżają poziom nauczania w szkołach? Po co powstają kolejne programy telewizyjne, w których niedługo już chyba nie będzie żadnych tabu, a poziom zidiocenia odbiorcy sięgnie dna kompletnego?

Ech, znów się sam nakręcam, a przecież Neo ze mnie żaden:)

Chociaż może? Kto wie? Dziś Neo, jutro Morfeusz? :)

Dobra, odbiło mi... spadam.

Cześć

PS Aha, pasowało by napisać (jeśli się jeszcze ktoś nie domyślił), czego w sumie nie jem. A więc unikam mięsa i wyrobów mięsopochodnych (w szczególności wędlin), mleka i wyrobów mlecznych, oraz pszenicy i wyrobów pszenicznych.

A co jem? Ano jem masę bananów, buraków, brokułów, orzechów, jajek, jabłek, sałat, ziemniaków i makaronów (orkiszowych, ryżowych i amarantusowych). W mniejszych ilościach wcinam kasze, soczewicę, fasole, ryż, jagody goji, siemię lniane, olej lniany, chia...

Tak na przykład wygląda dziś moje pudełko z drugim śniadaniem:


A tak miałem wczoraj:


Wygląda kiepsko, ale wierzcie mi, że to niesamowita bomba energetyczna. A jaka zdrowa!

Cześć

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger