wtorek, 14 października 2014

Nieznośny ciężar chmurek, czyli raz jest dobrze, raz źle, a raz jeszcze lepiej...

Wczoraj była niedziela. Drugi trening Formy na Piątkę. Rano wstałem i nie mogłem nic zjeść. Banan wciśnięty siłą, łyżka miodu, wyjście. Niebo zaciągnięte chmurami. Już na mnie czekali. Dół był w środku, na zewnątrz uśmiech i radość. Zaczynamy trening...

Piszę zdanie, kasuję. Kolejne, następne... nie, do dupy. Kasuję. Chwilę się namyślam, uciskam palcami nasadę nosa, pocieram skronie. Mam! Jedno, dwa, trzy zdania... nie, nie, nie... kasuję. Jeszcze raz. Musi być pięknie. Idealnie. Wspaniale...

Mija pół godziny, godzina, a ja nie mam nawet początku. To znaczy miałem, nawet kilka plus co najmniej jeden środek, ale...

Coraz częściej zastanawiam się, czy pisać. Czy zmuszać się i marnować czas, tracić zdrowie, targać jeszcze bardziej i tak już poszarpane nerwy? Czym ja się przejmuję? Dlaczego chciałbym, żeby każdy wpis był na miarę Nobla?

Brakuje mi czasu. I organizacji. Tracę cenne minuty na bzdury. Zaniedbuję rzeczy ważne. Szukam wymówek i uciekam w sen. Albo w bieganie. Wracam i patrzę na swoje dziecko. Tata znów siedzi przy komputerze. Znów biega. Znów nie ma dla mnie czasu...

Zaraz wracam!

Jestem. Dziecko jeszcze nie spało, chciałem chwilę pogadać, pokumplować się. Coś tam mi pokazał też w swojej nowej książce o Minecrafcie... jak zrobić spodnie z drewna i skóry, chyba... Nie wiem, ale uśmiechał się, więc kiwałem zdziwiony głową i mówiłem "ale super", bo widziałem, że cieszy się, że przyszedłem, choć przyszedłem ze dwie godziny za późno, jak już spać iść musi, a nie wcześniej, jak bawić się chciał, albo sklejać ten samolot plastikowy, który sklejamy już od roku prawie...

Ale ja o bieganiu też chciałem. I treningu, który był wczoraj, który prowadziłem razem z Magdą, i który wyszedł nam chyba bo wszyscy się na koniec uśmiechali, a tak baliśmy się, że pogoda wszystko zrujnuje, bo wiało i było zero słońca, choć w sobotę w krótkim rękawku i majtkach można było łazić. I o stresie, przygnębieniu i nerwach też chciałem napisać, ale znów zaczynam zastanawiać się, czy to ma sens, to moje pisanie...

I jeszcze o tym, że już od jakiegoś czasu mam wrażenie, że nad głową wiszą mi takie chmurki/dymki, wiecie jak w komiksach takie, w których są dialogi, i że mam na tych chmurkach wypisane wszystkie te rzeczy, które chciałbym robić każdego dnia, albo które są dla mnie ważne. I te chmurki - takie mam wrażenie - robią się coraz cięższe, przez co opadają coraz niżej, tak nisko, że niemal dotykają mojej głowy, obijają się o nią, tłoczą, przepychają i powodują, że rośnie mi ciśnienie, zaczynam się denerwować i nic mi się nie chce, wszystko jest do kitu i w ogóle najlepiej to się położyć, zasnąć, przeczekać, zestarzeć się jak najszybciej i...

To może znów o bieganiu trochę zanim się zagalopuję w tych swoich zwierzeniach i palnę coś głupiego o odchodzeniu, śmierci przedwczesnej czy lekach blokujących smutek. Żeby nie było tak całkiem smutno, bo przecież nie jest, nie chodzę wiecznie przygnębiony, wystarczyło popatrzeć na mnie wczoraj jak wbiegałem po raz trzeci na górkę w Piątkowisku, albo jak zbiegałem z niej na złamanie karku, albo jak wracaliśmy całą grupą z treningu, spoceni ale szczęśliwi, zmęczeni ale pełni radości...

I już samo pisanie o tym powoduje, że znów mam chęć pobiegać, poczuć to zmęczenie w nogach i spokój w głowie. I już odliczam czas, piętnaście godzin i czterdzieści minut, bo tyle właśnie dzieli mnie od jutrzejszego treningu na Rudzkiej Górze, gdzie wybieram się z kijkami, siła siła i jeszcze raz siła, w końcu ŁUT już za niecałe dwa tygodnie, czas ucieka, Maciek trenuje i nie wie jeszcze, że mam w planach trzymanie się go, jak rzep psiego ogona, nie ma miejsca w mieście dla dwóch ultrasów:), król może być tylko jeden i nawet jeśli nie teraz, nie w tym roku, to w następnym, bo nie o to chodzi, żeby szybko szczyt zdobyć, ale żeby na nim jak najdłużej pozostać...

Dobrej nocy!

Tuż po rozgrzewce... IV trening Formy na Piątkę

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger