środa, 19 listopada 2014

Pan Ambasador, czyli esej jesienny

Dziś dowiedziałem się, że zostałem Ambasadorem Festiwalu Biegowego w Krynicy. W samą porę, bo zastanawiałem się już czy jest coś, co wydobędzie mnie z jesiennego otępienia. Bo nawet pierwszy biegowy łomot od czasu Łemkowyny nie pomógł!  A tu proszę... pan Ambasador... :)

Co za miesiąc... zero biegania, zero pisania, zero radości... chociaż nie, coś tam się pouśmiechałem czasem, ale zdaje się, że niewiele tego było bo szczegółów żadnych nie pamiętam. Nogę leczyłem. I udało się, choć z przodu - tu, gdzie goleń przechodzi w stopę - trochę jeszcze boli, jak naciągnę. Ki diabeł?

I jeszcze ta jesień. Niby piękna taka była do tej pory, słoneczko, ciepełko i brak opadów, a mnie jakoś rozłożyła na łopatki i nawet mi się nie chciało maty poklepać, żeby już przestała gnieść mi klatę. Leżałem tylko i chlipałem cichaczem z żalu, że mi życie przez palce ulatuje.

Było też Święto Zmarłych, którego nie lubię nie tylko dlatego, że nie lubię cmentarzy, ale też dlatego, że wciąż złości mnie widok ludzi pchających się łeb w łeb w odświeżonych płaszczach i wyglancowanych butach bo tak trzeba, bo jest TEN dzień, bo w inny to nas nikt nie zobaczy, jacy to my kochający potomkowie jesteśmy... A ja chcę żeby mnie mój syn skremował i z prochami zrobił co zechce. Rozsypał gdzieś na polu czy w lesie, postawił w urnie nad kominkiem, garstkę zachował tylko w jakimś pojemniczku za zdjęciem schowanym. Nie chcę żeby mnie robale jadły, choć nie poczuję przecież, ale po co zajmować kawałek ziemi, jak można by na niej coś zbudować? A jak będzie chciał pamiętać, to i tak zapamięta. Zdjęcia są, książkę jakąś na pewno przed śmiercią wydam to i czasem w Empiku mnie zobaczy :)

A dziś proszę. Emaila dostaję, a w nim tekst, że miło nam poinformować, że już są znani nasi nowi ambasadorzy, i że proszę kliknąć w link to się Pan/Pani sama przekona kogóż to ten zaszczyt kopnął. Klikam i co? I jestem. Pozycja trzecia od góry, Piotr Pazdej to ja wszakże, dziennikarz, pracownik biurowy, bloger... Zaraz, zaraz... a pisarz nie?! Hańba, gore mi gore! :)

Trzeba się za to pisanie zabrać, nie ma rady. Bo studiować też znów zacząłem, o czym zdaje się, jeszcze na UD nie pisałem. Przez internet! Tak Panie, internety rządzą, trza się dopasować do młodzieży, choć z tego co tam widzę, to najstarszy już na tym online-studiowaniu raczej nie jestem...

Aha, i Andepin znów biorę. No nie udało się od chemii uciec, wkurw łapał mnie okrutny chwilami, szczególnie często gdy z synem braliśmy się za lekcje. Bo to koszmar jakiś jest, to dziecko moje najkochańsze, to od Rosemary może się schować i Damien też do spółki za cienki jest, żeby mojemu O. do pięt chociażby doskoczyć... 

Ale przynajmniej znów biegam! Biegałem pierwszy raz w minioną niedzielę - kiepsko poszło, padłem gdzieś na 10 kilometrze tempa zbyt szybkiego - i drugi raz idę dziś, zaraz właściwie bo kolejny trening Formy na Piątkę już za pół godziny, czas się zbierać, bo choć mży i ciemno to niewybiegany jestem i spragniony endorfin, których istnienia nie stwierdziłem ostatnio w stopniu mnie zadowalającym.

Ambasador... o żesz... :)


0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger