niedziela, 14 grudnia 2014

O nocnym treningu, rekordzie świata i bezsensownym morderstwie...

Siedzę przy stoliku, a kilka metrów niżej jakiś facet próbuje pobić rekord świata. Patrzę z ciekawością. Jest skoncentrowany, skupiony, tak sobie myślę, że to pewnie najważniejszy dzień w jego życiu. A mój? Już był, czy dopiero będzie...?


Przyszłość jest nieustalona, mówi Sarah Connor w ostatniej scenie Terminatora 2. Prorocze słowa, zważywszy, co Hollywood zrobiło później z tą serią, którą niemal na pewno zamordują jej nadchodzą, piątą odsłoną. Przeszłość za to nie istnieje. Było, minęło. Trzeba żyć dalej. Jedynym śladem przeszłości powinno być doświadczenie. Jak u zwierząt. Sztuka przetrwania. Nie uczysz się, nie żyjesz. Prosta sprawa.

Mężczyzna podchodzi do pomostu, klepie się po twarzy, wzbijając chmurę pyłu z natartym talkiem dłoni. Kłania się sędziom i nielicznej publiczności. Stara szkoła. Żaden z młodych wilków przed nim tego nie zrobił. Kładzie się na ławeczce. Co myśli? Co dzieje się w jego głowie teraz, gdy właśnie ma szansę przejść do historii sportu? 

Poszedłem wczoraj pobiegać. Jest niemal połowa grudnia, a temperatura o dziesiątej wieczorem była sześć stopni na plusie. Najpierw krótkie kółko z synem. Moje dziecko chce biegać. Chce schudnąć i mieć lepszą formę. Marszobiegiem pokonaliśmy może z 500 metrów. Rozmawialiśmy, a pies ze szczęścia nie wiedział, w którą stronę ma biec najpierw. Potem synek wrócił do domu, a z psem pobiegliśmy dalej.

Trzy dni temu młody chłopak wyszedł z domu pojeździć na rowerze. Jakiś czas później wykrwawił się na mokrym asfalcie. Jego ciało leżało przez kilka godzin obok roweru i zniszczonego kasku, a wokół stali ludzie, patrząc na czerwoną plamę i wystające spod czarnego materiału stopy. Miał 31 lat i marzenia, których nie znam i nigdy już nie poznam. Ktoś uderzył go w twarz podczas jazdy, przez co wpadł na przejeżdżający autobus.

Palce zaciskają się na stalowym gryfie. Mężczyzna poprawia kilkukrotnie ułożenie ciała, wygina plecy w łuk, dociska stopy do podestu i daje głową znak, że może zaczynać. Ktoś pomaga mu zdjąć sztangę ze stojaków, dwójka chłopców asekuruje końce gryfu, trzech sędziów pochyla się, żeby lepiej widzieć, czy zawodnik nie oderwie pośladków i ramion od ławki. Krótki krzyk przerywa ciszę na szali.

Przez pierwszy kilometr czułem się wspaniale. Stopa nie boli, nowe buty nie cisną, oddech normalny. Pola pod miastem to piękne miejsce w ciepłą, grudniową noc. Wąskie ścieżki oświetlone światłem czołówki równie dobrze mogą znajdować się w każdym innym miejscu świata. Nie widać nic wokół. Tylko ja, pies i trening. Z każdym krokiem wyłania się przede mną nowy fragment drogi. Nowa rzeczywistość. Przyszłość zmienia się w teraźniejszość. Teraźniejszość odchodzi w przeszłość. Biegnę.

Sprawcy uciekli z miejsca wypadku, który wypadkiem nie jest. Jest morderstwem. Zginął człowiek. Jak do tego doszło? Mordercy wysiedli z samochodu, którym – według świadków – przyjechali kilkanaście sekund wcześniej. Podobno wyglądało to tak, jakby go gonili, wyprzedzili i poczekali. Znali się? A może „poznali” kilka minut wcześniej, zajeżdżając drogę? Rowerzysta im, czy oni rowerzyście? Kopnął w nerwach jadące zbyt blisko auto? Pokazał środkowy palec? 

Zapalają się trzy białe lampki. Rekord pobity, mężczyzna, który przed chwilą kładł się na ławce, nie jest już tym samym mężczyzną. Jest rekordzistą świata w wyciskaniu sztangi leżąc. Wstaje, kłania się sędziom i klaszczącej publiczności. Patrzę na niego uważnie, ale nie widzę żadnych zmian na jego twarzy. Wciąż to samo skupienie i powaga. Nie cieszy się? 

Wróciłem do domu po niecałych pięciu kilometrach i trzydziestu minutach. Zmęczony. Niesamowite jak szybko organizm przestaje wyczekiwać w pełnej gotowości na kolejny trening. Wystarczy kilkanaście dni przerwy i możliwości spadają do poziomu sprzed roku. Za to zwątpienie powraca z siłą dwukrotnie wiekszą. Po co się męczyć? Czy nie lepiej poświęcić ten czas na pisanie książki? Jeszcze w życiu zdążę pobiegać dla zdrowia. Ważne tylko żeby za bardzo nie przytyć, żeby znów nie szukać spodni z pasem sto plus w obwodzie.

Cała trójka sama zgłosiła się na Policję. Krótka chwila i życie zmienia się w koszmar. Nie da się tego przewidzieć. Nigdy. Przyszłość jest nieustalona i nic tego nie zmieni. Nie da się cofnąć czasu. Nie da się odwrócić tego, co już się stało. Przeciążona kostka, martwy człowiek, rekord świata. Przyszłość, teraźniejszość, przeszłość. Czas płynie tylko w jednym kierunku i nic tego nie zmieni. 

Siedzę i piszę. 

Siedzę i czekam. 

Siedzę i myślę, że gdyby nie to coś, to byłbym teraz w innym miejscu. 

Coś ważnego. Jestem tutaj. 

Mam swoje życie, którym muszę się zająć. Nie przestanę biegać. Znajdę czas i siły, żeby zacząć pisać.

I być dobrym ojcem. 

bieganie w nocy
Gdy wracałem coś spadło gdzieś na ziemię - życzenie też

walsh pb elite trainer
Walsh pb elite trainer - pierwsze pobieganie w nowych kapciach... jest dobrze!

nocne bieganie z psem
nocne bieganie z psem - pies szczęśliwy to pies wybiegany :)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger