poniedziałek, 22 grudnia 2014

Reportaż z pewnego poranka

Śniadanie w McDonald. Pszenna bułka z jajkiem, kawa, Andepin. Na szyi czuję lekkie pieczenie nowego tatuażu. Czekam. Chciałem poczytać, ale słowa nie układają mi się w całość. Obserwuję zbliżający się ku końcowi rok i myślę, że nie było źle, ale nie było też dobrze...

Jeszcze jedenaście dni i będzie dwa tysiące piętnasty. Mój trzydziesty dziewiąty. Znów podsumowania, plany, marzenia. Bułka smakuje jak posypany mąką, lekko wysuszony naleśnik. Od pierwszego ugryzienia żałuję tych pięciu złotych, ale nie wyrzucam jej do kosza. Źle bym się czuł wiedząc, że koło mojego bloku przejdzie dziś ta sama grupa ludzi szukających po śmietnikach wyrzuconego jedzenia, puszek, metalowych rzeczy. Kupiłeś to zjedz, mówię do siebie w duchu, może następnym razem zastanowisz się dwa razy.

Chciałem poczytać "Pod wulkanem" Lowry'ego, ale chęć popisania skutecznie zwalczyła moją zdolność do koncentracji nad tekstem. Niby czytałem, a jakbym tylko przelatywał wzrokiem po kolejnych rzędach obcych mi zupełnie znaczków. Ktoś pije, ktoś przychodzi, jakaś egzotyczna wyspa pogrążona w upale... Odłożyłem czytnik i piszę na telefonie.

Źle usiadłem. Za blisko wejścia i za każdym razem, gdy ktoś wchodzi owiewa mnie zimne powietrze z dworu. Najgorzej jest, gdy na fast foodowe żarcie ładuje się cała rodzina. Tata trzyma drzwi mamie, która przepuszcza dwójkę maluchów. Dzieci z piskiem lecą do gabloty z zabawkami, tata cieszy się i daje całusa mamie, która też jest szczęśliwa bo już czuje ten charakterystyczny mcdonaldowy zapach. Nie chce mi się zmieniać miejsca, w ogóle nic mi się nie chce, apatia nadchodzącej zimy to się nazywa, spałbym tylko i nie wychodził z łóżka.

Zapisałem się na XXX Bieg Sylwestrowy w Łodzi. I M. też, czym zdziwiła mnie i ucieszyła, bo chciałbym żeby więcej biegała. W jej przypadku więcej biegu oznacza mniej pracy. Mniej pracy to mniej pieniędzy, a skoro nie ja utrzymuję dom i rodzinę to zrezygnować się z tego nie da. Błędne koło, które mogę przerwać tylko znalezieniem źródła comiesięcznej gotówki, spłaceniem wszystkich długów i kupieniem większego mieszkania. Chciałbym i niechciałbym jednocześnie, sprawa jest skomplikowana.

Tatuaż na szyi to świetna rzecz, szkoda tylko że nie wygląda dokładnie tak, jakbym sobie tego życzył. Rzeczywistość z kartki jest nieco inna niż rzeczywistość szyjna, co powoduje, że wstaję rano przygnębiony. Szyja to nie ramię, czy łydka, które można z łatwością zasłonić i nikt tego nie zobaczy. A przecież w szaliku chodził na okrągło nie będę... Za dużo kolorów chyba. No nic, najważniejsze, że nie żałuję samego miejsca, choć chwilami przyznaję się przed sobą samym, że gdybym miał możliwość cofnięcia czasu to chyba bym nie robił tej dziary...

Kawa stygnie. Moccha na Orlenie jest zdecydowanie lepsza w smaku, ale ta tutaj to przynajmniej kawa. Tak sądzę. Dawno już myślałem, że chciałbym mieć kofeinomierz. Wkładasz czubek do kubka i pac!, jest wynik ile kawy w kawie. Kupowałbym:)

Blog się zmienia, ja się zmieniam, świat wokół też się zmienia. Co będzie za rok o tej porze? Napiszę już książkę? Znajdę swoje zawodowe miejsce na tym łez padole? Będę smutniejszy czy szczęśliwszy? Na pewno starszy, ale co z resztą?

Zobaczymy...

Kawa świeżo mielona, papier po bułce i poranne przemyślenia...

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger