piątek, 5 grudnia 2014

Żyję, myślę i... grudniowych przemyśleń ciąg dalszy

Udawać czy nie udawać? O czym pisać, skoro nie biegam? Jak oni to robią, wciąż tacy uśmiechnięci, rozpisani, zabiegani, szczęśliwi? A ja ledwo zwlekam się z wyra, wciąż mam ochotę na cukier z pszenicą i odliczam dni do końca roku. Bo Sylwester to znów restart, znów lista, znów od początku...

Jeszcze tylko kilka dni i zaczynam trenować. Wciąż trochę boli, szczególnie gdy tak mocno naciągnę stopę w dół i rozciągnę, albo uniosę stopę (a właściwie stopy, bo w obu mam podobne dolegliwości) mocno do góry... Ale w niedzielę trochę pobiegałem - wyszło z tego co pamiętam jakieś 10km - z grupą po lesie i nie było źle, to znaczy na zgięciu nie bolało prawie wcale, coś tam tylko próbowało się pojawić przy prawym piszczelu, ale szybko przeszło. Co ciekawe, objaw ten (piszczelowy) nasilał się przy próbach lądowania na pięcie i niemal całkiem znikał przy lądowaniu na śródstopiu. Będę musiał to poobserwować podczas treningów.

Plan mam taki, że zaczynam wolno i mało, jakbym się znów uczył od początku. Obserwacja, uważne kroki i ćwiczenia wzmacniające - czas się trochę zabrać za siłownię znów, mam przecież dwa karnety wygrane jeszcze we wrześniu na 12H z Koroną, które odebrałem od Michała kilka dni temu (tzn. jeden wygrałem, drugi gratis), ale nie chodzi o pakowanie, nie te czasy i nie te potrzeby. I tak gdzieś do końca grudnia sobie myślę, plus treningi Forma na Piątkę, musimy zacząć biegać intensywniej, półmaraton już za cztery miesiące i bardzo chciałbym, żeby wszyscy dali radę. A od stycznia już konkretnie pod ZUK-a trzeba cisnąć, żeby powalczyć, żeby wygrać ten pierwszy etap w 2015 roku i naładować się na resztę roku...

Jutro i w niedzielę mam pierwszy zjazd na studiach. Dwa dni wykładów, potem miesiąc przerwy i w styczniu sesja, muszę przyznać, że jak na razie jestem zadowolony z takiego wyboru, studia online mają swoje wady, ale w moim wieku to raczej więcej zalet, bo nie trzeba jeździć na zajęcia i przyglądać się młodszym od siebie o połowę studenciakom z głowami w chmurach.

M. i O. pojechali dziś w nocy do Pragi, busem takim białym, dziewięcioosobowym, z rodzinką i znajomymi, a ja stałem w oknie o czwartej nad ranem, obudzili mnie już wychodząc, zły byłem, chciałem pomóc O. się ubrać, uściskać i ucałować, powiedzieć, że kocham, żeby był ostrożny i słuchaj się mamy, mamie też chciałem coś powiedzieć, też może uściskać mimo wczorajszego wieczora, bo nie chcę i nie lubię długo utrzymywać takich klimatów, nawet jeśli nie czuję się winny i nie mam nic sobie do zarzucenia... Taki termin, no nic, szkoda, że nikt nie spytał wcześniej o termin, czy wszystkim pasuje, czy każdy może w te pieprzone Mikołajki wyjechać z rodzinnego miasta, świętować nowego prezydenta, nową pracę, nowe perspektywy...

Jak pojechali to zrobiłem sobie herbatę z syropem klonowym i skończyłem czytać Zbrodniarza i dziewczynę Witkowskiego, jedną z lektur domowych zadanych na zajęcia z Polskiej Literatury Najnowszej, książka taka sobie, w sam raz do poczytania w jakiejś nudnej podróży, gdzie co rusz ktoś przełazi obok, wysiada, wsiada, pierdzi, rozprasza znaczy, bo intelektu specjalnie wysilać nie trzeba. Cztery gwiazdki bym dał (w skali podstawowej do sześciu) gdyby nie zakończenie na odwal się, banał i lipa Michaśka, luju ty literacki jeden!, choć i tak uznanie moje masz, bo napisałeś, wydałeś i jeszcze żyć z tego możesz, w co akurat wątpię, bo pewnie z pedalstwa żyjesz bardziej niż  ze sprzedaży książek, ale piona i tak, bo jesteś w empiku, a ja nie i szybko się tam nie znajdę jak będę się tak dalej zbierał do pisania. Pomysł mam, kolejny, i kolejny też Twardoch już leży i czeka, dziś zacznę, ciekaw żem bardzo, czy taki jak Morfina świetny, czy może jak Sońka Karpowicza, też niezwykła książka, która - znów użyję swego ulubionego powiedzenia, choć nie mam fotela - wcisnęła mnie w fotel.

Gratki Panowie pisarze! Michaś, Szczepanek i Ignaś, trójka literatów, może kiedyś Piterek do Was dołączy i zrobimy w księgarni jakiejś wieczorek dla czytelników naszych, siądziemy sobie w czwórkę, od największego wzrostem do najmniejszego duchem i poczytamy swoje kawałki najlepsze, a gawiedź będzie bić brawo, ślinić się i marzyć, tak jak ja teraz marzę, bo życie bez marzeń jest nic nie warte, ale jeszcze większe gówno jest jeśli się nic nie robi, żeby te marzenia realizować.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger