piątek, 23 stycznia 2015

Świat oszalał, czyli brzemię czasów a chęć spełnienia

Nie poznaję siebie, nie poznaję też rzeczywistości, która mnie otacza. Biegam, działam, pracuję, myślę, studiuję, udzielam się i pomagam. I zdarza mi się krzyknąć z radości, żeby uwolnić trochę pary, choć wiem, że jeszcze dziś pojawi się moment zwątpienia...


 Wczoraj znajoma napisała pod jednym z postów, na który odpowiedziałem, że jestem fejsbukowym maniakiem. Jak to? Ja?, obruszyłem się od razu i dopiero po chwili dotarło do mnie, że na tej osobie faktycznie mogę sprawiać takie wrażenie. Niedobrze czy dobrze? W tym akurat przypadku nic złego się stało, udzielam się w dość zamkniętej grupie, a moja społecznościowa tablica raczej świeci pustkami, choć zdaję sobie sprawę, że pewnie do czasu.

Bo taki mamy czas. Fejsbuk rządzi. Znajomemu od biegania rodzi się w Matce Polce dziecko. Po godzinie rodzi się ponownie, tym razem na Fejsie. Nie trzeba dzwonić po najbliższych, wysyłać listów czy jeździć po kumplach z wódką. Klik, klik i w godzinę dwieście osób składa gratulacje, ściska, całuje, życzy wszystkiego najlepszego. Nawet świeżo upieczony dziadek.

A jutro pewnie pierwsze zdjęcie i kto wie?, może już nawet oficjalny profil bobasa?

Dziś byłem w Urzędzie Miasta na spotkaniu w sprawie trasy V Pabianickiego Półmaratonu i towarzyszącego mu biegu na 5 km. Pani viceprezydent, naczelnik jakiś, szycha z policji, komendant straży miejskiej, ktoś od komunikacji miejskiej, główny organizator. I ja. Piotruś, co nagle się zebrał i chce działać. Robić coś, udzielać się, pomagać. Nawet powiedziałem, że dwa - zdaje się całkiem mądre - zdania, i wszyscy popatrzyli na mnie i wysłuchali i nikt się zaśmiał, nie pokiwał głową z politowaniem... Ech, gdzie ja byłem przez te wszystkie lata...?

A wczoraj o 23 w nocy wyszedłem pobiegać. Zamiast wyra wybrałem padający deszcz ze śniegiem, kałuże z błotem i podbiegi na górce w Piątkowisku. Trzynaście kilometrów w godzinę z kawałkiem i leciałem ostatni kilometr poniżej pięciu minut. I czułem się świetnie. Trochę rozciągania, dwa banany, trzy smażone jajka, woda i poszedłem spać uśmiechnięty jakbym wygrał w totka co najmniej z pięć tysięcy. Aha, wykąpałem się jeszcze... :)

A jeszcze studia i sesja... Ćwiczenia z fleksji to jakiś koszmar jest! Ja, człek, który nie zna zasad stawiania przecinków i robi to wyłącznie na czuja, ma nagle napisać na czym polega defektywizm leksemu JĄĆ, zinterpretować formy homonimiczne wyrazów kurzą, salami, a nawet znaleźć czasowniki przechodnie! O matko...

Przed zaśnięciem popatrzyłem jeszcze na M. i kota, spychającego ją z poduszki. Mam farta. Różnie bywa, ale wiem, że dużo jej zawdzięczam. Buziak. I wstałem jeszcze, żeby O. przykryć, bo śpi odkryty, a jak go przykrywam to siada na łóżku i mamrocze coś pod nosem, więc całuję go w rozczochraną łepetynę i szepczę do ucha, kładź się maluchu, i on słucha, co nie zdaża mu się za często za dnia, za pierwszym razem i kładzie się, więc tylko poprawiam jeszcze kołdrę i wychodzę, gasząc za sobą małą lampkę...

Czytam może ze trzy strony, ale i tak nie wiem o czym. Myśli błądzą gdzieś wokół regulaminu, który musze jeszcze napisać, banerków, która mam zaprojektować, projektów, które musze zrobić i oddać, żeby zaliczyć pierwszy semestr, jeszcze trzy i będę magistrem, bo wiem, że tym razem nie będzie tak, jak z licencjatem, że nie będę się opieprzał przez trzy lata, tracił pieniędzy na drugie terminy i zasłaniał się chorobą.

A andepin łykam coraz rzadziej. Co dwa, czasem co trzy dni wezmę tabletkę, którą popijam szklanką wody mineralnej, przymykam na chwilę oczy i czekam. Wiem, że tak szybko nie zadziała, ale mózg dostaje od oczu informację, że ta biało-zielona piguła już jest wpakowana do ust, od przełyku, że piguła przeszła i od żołądka, że trafiła na swoje miejsce. I to wystarczy.

Wracam do kolejnych zajęć. Bo chcę powalczyć. Chcę nauczyć się żyć od zadania do zadania, od wydarzenia do wydarzenia, od wyzwania do wyzwania. Bo myślę, że to lepszy sposób na życie niż powolne czekanie, aż się coś wydarzy.

Jeszcze tylko żeby pisać regularnie zaczął i żeby w tym roku pierwszy szkic powieści powstał. I żeby O. wyszczuplał, zmądrzał i uczyć się sam z siebie zaczął.

I będę szczęśliwy. Tak mocno, jak tylko ja szczęśliwy być potrafię...

Hej!

bieganie w nocy
0:30 - cicho, pusto, samotnie...

0:45 - cicho, pusto, samotnie...

1:10 - cicho, tłoczno, rodzinnie... :)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger