środa, 11 lutego 2015

Karpacz, narty, ZUK i hulanie po Pohulance

Udało nam się z M. i O. wyskoczyć na kilka dni w góry. "A gdzie?", spytała kilka dni wcześniej M. "Może w Karkonosze?", zapytałem niewinnie, ale bystra dziołcha zwieść się nie dała. "Chciałbyś zobaczyć metę ZUKa, co?", uśmiechnęła się, widząc mój rumieniec. I co? I zobaczyłem!

Środa wieczór: spakowani, zwarci i gotowi. Bagażnik już na dachu fury, pożyczone narty w środku, walizki spakowane, kanapki zrobione (znaczy ugotowana kasza z soczewicą, bo wiecie, chleba nie jadamy:). Idziemy spać.

"Na którą budzik?"

"Ustaw na piątą", mówię nie odrywając oczu od Bólu fantomowego Arnona Grunberga. "Wyjedziemy pół godziny później, więc na 10 na spokojnie będziemy w Karpaczu." I tak się stało...

Znaczy ustawiła M. budzik na piątą, bo pamiętam tylko tyle, że z trudem otworzyłem oczy jak zadzwonił, a moja piękna połowa powiedziała, że jeszcze pół godziny pośpijmy. Człowiek wyrwany ze snu to człowiek mało rozumny, więc kiwnąłem tylko głową i... obudziłem się już sam trzy i pół godziny później! :)

Kobiety...

No i zamiast nad ranem to wyjechaliśmy po śniadaniu. Karpacz: 13.30. Zameldowaliśmy się w U Musa i stwierdziliśmy, że dzień jeszcze młody, a urlop krótki grzejemy więc na stok, co Winterpol się zowie i ma trzy trasy.

Dość napisać, że było fajnie. Cztery godzinki na stoku pierwszego dnia i padliśmy do łóżek jak małe dzieci.

Taka mądrość na tę okazję:

 Spanie na podłodze przez okrągły rok powoduje problemy ze snem na wyleżanych materacach...

I tak przez trzy dni, choć w sumie to przyznaję, że trzecią noc przespałem już niemal idealnie. Ślina na brodzie i dziwaczny sen, w którym razem z Tomkiem Osmulskim biegłem w jakimś półmaratonie, na którym co chwilę trzeba było rozwiązywać logiczne zagadki... Aż się wstawać nie chciało.

Co do stoku Winterpol to polecam początkującym i kontuzjowanym:) Karpacz zresztą też. No chyba, że się idzie biegać na którejś z okolicznych górek. Oooo, wtedy sytuacja zmienia się diametralnie.

Pohulanka

Pobiegać poszedłem w Karpaczu tylko raz, w piątek wieczorem. No nie chciałem i nie mogłem się powstrzymać, żeby tego nie zrobić. "ZUK się sam nie przebiegnie!", takie mam ostatnio hasło motywacyjne, którego nie musiałem właściwie używać, bo mimo kilku godzin w skorupach narciarskich, stopy same przebierały, żeby już wcisnąć je w czekające Walshe PB Elite Trainery i pomknąć na poszukiwanie Ducha Gór i jego skarbów.

Ośrodek wypoczynkowy U Musa położony jest u stóp górki o wdzięcznej nazwie Pohulanka. Kawałek asfaltu i już wpada się na utwardzoną ścieżkę, która zawijasami prowadzi hen wysoko w górę, aż pod zamkniętą bramę i siatkę okalającą dom z masztem antenowym.

Musicie mi z tym "hen wysoko" uwierzyć na słowo, bo garminek wyskoczył z torby już rozładowany... :( nie wiem więc, ile kilometrów czy ile minut biegałem. Ale trochę podbiegów wyszło, bo kulaski mi się trzęsły na koniec, choć umierający nie byłem.

A właśnie, kolejna myśl mi się przypomniała, choć w ramkę już jej oprawiał nie będę: muszę zacząć częściej się upadlać na treningach, padać na kolana, rzygać po krzakach, bo jakoś tak za szybko mi to zmęczenie mija. Tu niby już ledwo nogi podnoszę, a jak tylko zmienię ciuchy na suche to od razu mi przechodzi i jakiś taki rześki się robię. Endorfiny czyżby? To one są naprawdę??!

No nie wiem... może... w każdym razie ja chcę ze trzy razy w tygodniu wracać do domu naprawdę zmęczony. Taki, żebym już tylko myślał o ściągnięciu majtek i walnięciu się do wyra bez prysznica, jedzenia i kawy z jednej łyżeczki płaskiej.

Bo ZUK się sam nie przebiegnie, nie? A już tym bardziej w siedem godzin, co to sobie je tak po cichu planuję...

A właśnie, plany. Już połowa lutego zaraz, a ja wciąż wpisu z planami nie mam! A przecież tyle ich mam, że już samo myślenie o nich zabiera masę czasu. Ale na poważnie, to będzie niezwykły rok, zaręczam. Gdybym używał (albo chociaż wiedział o co w nich chodzi) hasztagów, to najbliższe jedenaście miesięcy wyhasztagowałbym tak:

#książka #ultrabieganie #panmagister #chiacharge #wciążdoprzodu #uśmiechamsie #rodzina

Cześć!

Mój dzidziuś... :)

Winterpol z wagonika i zza pomarańczowej szybki
Spacerek na Pohulankę


Tędy biegłem, tyle że dzień wcześniej i po ciemku

A w tle Śnieżka... i będę tamtędy biegł niedługo!

Duch Gór, czy jak go tam zwą... ale Karkonoskie Tajemnice polecam

Na karpaczowym deptaku stoją takie oto plansze ze zdjęciami z ZUKa 2014

Już niedługo...

Deptak, meta, za niecały miesiąc :)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger