wtorek, 10 marca 2015

Równinna depresyjność pogórska

Miałem nie pisać nic. Chciałem poczekać, aż wyjdę z tego stanu wrzenia wewnętrznego, złości jakiejś dziwnej, kipiącej i wyciekającej uszami. Ale uchyliłem pokrywkę i część pary wyleciała. Więc piszę. Bo to dzienniczek przecież jest, a dziś w dzienniczku nic nie napisano...

Stwierdzam kategorycznie po raz kolejny: wracanie z wyjazdu do codziennej codzienności szkodzi! Szczególnie jeśli wyjazd był niesamowity, obfitujący w zapierające dech widoki i wypełniony walką psychiczną. Walką zwycięską należy dodać, bo i wiktoria była iście huzarska.

I w takim stylu: najpierw kilometr w pionie w dół atakowałem kolana i uda przez półtorej godziny, by potem umęczony oddać się błogiemu rozmyślaniu o złożeniu broni i całkowitym przejściu w marsz, aż wreszcie, niczym feniks z popiołów, wyłoniwszy się w popiołach Tabaczanej Ścieżki, ruszyć w stronę mety i biec nie przestając aż do samej mety...

A dziś? Dziś od rana czułem, że coś nade wisi, chmura gradowa, naładowana złą energią kosmiczną osiemdziesiątego stopnia co najmniej. I nawet słońce wiosenne nie pomogło, bo z każdą godziną robiło się coraz gorzej. Najpierw w domu, przed wyjściem z O. do dziadków, potem w pracy, gdzie żółć z byle powodu wylewała się każdym porem i otworem, aż do wieczora, gdzie znów zmarnowałem kilka godzin, sam w sumie nie wiedząc dokładnie na co...

Ale to mija. Na szczęście czuję, że jak się położę zaraz, poczytam i zasnę, to jutro będzie lepiej. Będzie już bardziej pabianicko, a mniej karpaczowo. Krew przyzwyczai się do równinnego ciśnienia, płuca do miastowego poziomu zanieczyszczeń, a oczy do widoku szarych betonowych płyt, wypełnionych ludzką masą, bzyczącą niczym w gigantycznym ulu...

I tak oto coś napisałem. Wylałem resztki żalu i tej żółci gorzkiej w smaku, której resztki przełykam właśnie w wyrazem obrzydzenia na twarzy. Ale fajnie. Napisałem, popisałem i za chwilę złapię myszkę, mignę kursorem przez ekran, kliknę i puff... myśli moje prywatne staną się myślami moimi publicznymi. Czy zrobić na deser focię teraz powinienem? I dołączyć do tekstu, zgodnie z modą i wytycznymi poradników wszelakich? Sięgam po telefon, włączam, uruchamiam aplikację foto i...

... i nic się nie dzieje. Odkładam fona, piszę te dwa dodatkowe zdania i zbieram się do wyra. Nie będzie foci jak siedzę i wyglądam ponuro. Literki muszą wystarczyć. Bo w literkach siła i moc, nie tylko w obrazkach...

Dobrej nocy wszystkim i każdemu z osobna

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger