czwartek, 16 kwietnia 2015

Losy me dalsze..., czyli o stresie, rozgrzewce i jarmużu

Podziwiam ludzi, którzy nie tylko potrafią się odnaleźć w stanie ciągłego obłożenia zadaniami, ale i czerpią z takiego życia przyjemność. Bo chyba są i tacy, prawda? Od jakiegoś czasu nie wiem, w co mam ręce włożyć i przyznam, że to daleka bajka od tej krainy wymarzonej, w której chciałbym mieszkać...

Chciałem być zajęty, to mam. Praca na osiemnaście etatów i mam wrażenie, że żadnego nie robię porządnie. Wstaję, siadam do komputera i podnoszę się tylko po to, żeby walnąć łbem o poduszkę. Przesadzam oczywiście, ale są chwile, kiedy tak właśnie się czuję. Wciąż powtarzam sobie, że to minie, że przecież skończyłem już redagowanie tekstów do studenckiej gazety, że tłumaczenie ruszy z górki za kilka dni, że dziecko zacznie się w końcu uczyć samo...

Żebym chociaż biegać mógł normalnie! A tu - nie wiem, czy przez stres, czy inne cholerstwo - znów boli mnie coś w łydce. Prawej tym razem, choć tak samo jak rok temu, po łódzkim maratonie, którego w najbliższą niedzielę nie pobiegnę, bo będę siedział ledwo żywy w redakcji Kurtyny, boli mnie gdzieś w połowie, lekko w głębi, przy samym piszczelu.Próbuję to cholerstwo rozmasować, wbijam paluchy pod piszczel ile się da, szukam czy to znów nie jakiś punkt spustowy się zrobił (więcej o fizjoterapii mojej sprzed roku, punktach spustowych i mękach na stole poczytajcie TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ - bez obaw to wpisy na moim blogu:)). No i nie biegam. Mądrzejszy więc jestem niż przed rokiem, bo tym razem ból ledwo się pojawił ciut mocniejszy i już przestałem. Chucham na zimne!

Przeciążenie znów chyba, zmęczenie materiału. Ale z drugiej strony nie biegałem przecież po sto kilometrów! Może to jednak zła technika. Może to wina tego lądowania na śródstopiu?  Słuszne ono jest jedynie, czy jednak całe to bieganie "naturalne" przy biegu na więcej niż kilka kilometrów to zły pomysł? Głupieję, choć od poniedziałku - to za cztery dni i z tego, co czuję to powinno mi już przejść w łydce - spróbuję jednak techniki Skarżyńskiego, według której trzeba jednak lądować na pięcie. Oczywiście nie walić nią o ziemię, ale delikatnie i łagodnie przetaczać stopę z pięty, przez śródstopie na palce.

Ja na tym filmiku tutaj:


Niemal szokujące prawda?:) Warto przy okazji wejść na stronę tego pana i poczytać komentarze pod tym filmem TUTAJ. Ciekawie to wygląda i chyba muszę to jego Bieganie przez Życie przeczytać, jak gdzieś znajdę. 

Bo przecież GWINT 2015 już za trzy tygodnie! Niesamowite jak ten czas leci... Najgorsze jest to, że przez tych kilka dni przerwy zupełnie straciłem poczucie, że trenuję. Jakoś takie odległe mi się to wydaje. Bieganie? Ultramaratony? Gdzie tam Panie, ja to tylko przed kompem siedzę i nic nie wiem... Uch... nie pomogło nawet za bardzo odkurzenie orbitreka i trening przedwczorajszy. Dziś powtórka, cięższa może, jak los pozwoli obrobić się ze wszystkim innym. A jutro Kurtyna. Od rana do rana i potem powtórka. Jak przeżyję, to napiszę coś i o tym, w przyszłym tygodniu...

Kolejny błąd, który ostatnio popełniałem to brak rozgrzewki. I już nawet nie wspominam o staniu przez piętnaście minut pod drzewem z nogami latającymi na wszystkie strony, ale o spokojnym chociaż biegu przez pierwsze kilometry. Ot, pamiętny czwartek drugiego kwietnia, Łódź, ostatni - mam nadzieję - atak zimy w tym roku, O. na angielskim, a ja od razu cisnę gdzieś kilometr pierwszy w cztery i pół, jak nie szybciej, minuty. Bo zimno właśnie, bo za lekko ubrany...

I co jeszcze? Aha, zakładam sobie na kilka godzin dziennie, wieczorem głównie, opaski kompresyjne. Też wyczytałem, że takie siedzenie całymi dniami blokuje limfę, osłabia krążenie (że o kręgosłupie nie wspomnę w ogóle), więc taka kompresja ma pomagać. I wodę piję, bo też tego nie pilnowałem ostatnio...

Skoro już o piciu mowa, to zakończę sobie dziś takim o to przepisem:

- torba jarmużu
- pół litra mleka ryżowego
- cztery banany
- trzy jabłka
- garść nasion sezamu
- garść nasion chia

Wszystko zmiksować w blenderze i popijać przez pół dnia. O rany... :)

I proszę, oto foto: Ultra Kuchnia w pełnej okazałości!!!

jarmuż koktajl energetyczny
Jarmużowo-bananowy napój energetyczny...

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger