środa, 1 kwietnia 2015

"Zając, to brzmi dumnie", czyli o dumie i odpowiedzialności

Trzy dni temu byłem Zającem. Takim przez duże zet, najprawdziwszym Zającem. Ze specjalną, imienną koszulką, balonikiem z wymalowanym czasem, grupą ludzi biegnących z tyłu... Niesamowita sprawa.

Z całą pewnością miniona niedziela będzie jednym z najważniejszych wydarzeń tego roku. Najpierw duuużo pracy przed półmaratonem, bo niemal od początku roku wymyślałem nowe banerki, pisałem jakieś teksty i tekściki, organizowałem konkursy, szukałem nowych dróg rozpropagowania biegu... Nauczyłem się nawet, o co w Wordpressie z grubsza biega, gdzie wstawić jaki klocek, żeby nius kolejny pojawił się w odpowiednim miejscu, obrazek zamrygał...

No i trenowałem. Co niedziela wstawaliśmy rano z M., żeby poprowadzić trening Formy na Piątkę. Ósma trzydzieści! W niedzielę!!! Środek nocy normalnie... :) I choć czasem przychodziło tylko kilka osób, to i tak było warto. Tak myślę. Od czegoś trzeba zacząć. Dziś cztery, jutro osiem, a pojutrze dwadzieścia.

v pabianicki półmaraton 2015 - pacemaker na półmaratonie
Kto wie, kiedyś może tak będę rozdawał autografy...? :)

v pabianicki półmaraton 2015 - pacemaker na półmaratonie
Piotrek, Ja, M. i Maciek z córą... sympatycznie przed startem

A na koniec to zającowanie... Był lekki stres, bo też i odpowiedzialność wielka. Trzeba biec przez dwie godziny jednym tempem, nie zwalniać, nie przyśpieszać, czasem coś zagadać, podnieść na duchu, wczuć się w kogoś, kto właśnie przechodzi wielki kryzys. To trudne zadanie, którego powagę zrozumiałem na szesnastym kilometrze, na podbiegu pod wiadukt w Jadwininie, na którym odwróciłem się i tyłem pokonałem kilkanaście metrów, podskakując radośnie i bijąc brawo tym zmęczonym moim i Januszowym1 podążaczom... O rany, pomyślałem wtedy, odwracając się do nich znów plecami, człowieku! Przecież to, że ty czujesz się, jak na letnim spacerku plażą, to nie znaczy, że wszyscy tak mają!!!
v pabianicki półmaraton 2015 - pacemaker na półmaratonie
Od lewej: autor zdjęcia Tomek, Zając Janusz i Zając Ja:)
Walnęło mnie mocno. Jakoś wcześniej nie zastanawiałem się nad tym. Nie było czasu, głowę miałem zajętą sprawami Chia Charge, studiami, przygotowaniami do Półmaratonu... A tu nagle takie olśnienie! Ci ludzie, tuż za moimi plecami, walczą o to, żeby złamać dwie godziny! Żeby zrealizować swój cel, do którego pewnie przygotowywali się od miesięcy. Są już zmęczeni, mają coraz słabsze nogi, w głowach pojawiają się pierwsze myśli o zwolnieniu, przejściu w marsz, odpuszczeniu...

Nigdy nie biegłem za Zającem. Nigdy wcześniej sam nie byłem Zającem i nigdy - czego teraz szczerze żałuję - nie poczytałem o tym, jak być Zającem idealnym. Nie poszukałem artykułów, relacji, nie poczytałem komentarzy wkurwionych na Zające uczestników biegów, nie pooglądałem filmików. Trzeba biec równo, 5:41 na kilometr jak zadeklarowaliśmy z Januszem na długo przed startem. Całe 21 kilosów i te dziewięćdziesiąt kilka metrów. Nie wolniej, nie szybciej, równiutko jakby nas maszyna jakaś ciągnęła na sznureczkach... Tyle wiedziałem.

v pabianicki półmaraton 2015 - pacemaker na półmaratonie
Czwarty kilometr, wciąż duża grupa... Fot. Alicja J.
A jak poszło? Chyba dobrze, bo na metę przybiegliśmy pół minuty przed czasem, grupa mniejsza niestety niż na pierwszych kilometrach, część odpadła, nie dała rady, ale część przyśpieszyła już w Bychlewie, za ostatnią "górką" na trasie, gdy krzyknąłem do nich, że albo teraz albo nigdy, ogień Panie i Panowie, ciśnijcie, olejcie wodę na ostatnim punkcie, walczcie o sekundy, odpoczniecie już za kilka minut, jeszcze tylko dwa kilometry, do przooooduuuu...!

Kilka osób mi podziękowało już na mecie, poklepało po plecach, przybiło piątkę, uśmiechy na twarzach, duma, duma i jeszcze raz duma! Udało się! Nikt nie krzyczy, że zmarnowałem mu start, że było nierówno, że ch@#j nie Zając ze mnie... :) Jest dobrze...

A jak sam Półmaraton

No udał się nam ten nasz bieg w tym roku. Marzyliśmy o tysiącu biegaczach, mieliśmy ponad tysiąc dwustu. Marzyliśmy o dobrej pogodzie, mieliśmy idealną. Żadnych większych zgrzytów, wypadków na trasie czy wpadek organizacyjnych też nie było. No może trochę lipa była na punktach odżywczych, gdzie dzieciaki nie dawały rady z nalewaniem wody... I kibelków przenośnych na zewnątrz też chyba było zbyt mało, bo przed tymi w środku kolejki były jak przed otwarciem biedronki i kilka szybciutko się zapchało...

Tylko jak przyciągnąć więcej wolontariuszy? Uczniów z gimnazjów i szkół średnich na przykład? Z dyrektorami rozmawiać, żeby im tydzień bez odpytywania dali? Piątki z wuefu? Może to zadziała na szóstej edycji?
v pabianicki półmaraton 2015 - rozgrzewka przed półmaratonem
M. już po raz piąty rozgrzewała ludzi przed startem :)

I jeszcze punkty dopingowe musimy zrobić! Kapele ze dwie, choćby podwórkowe, ale najlepiej jakieś z bębnami (jak rok temu w Łodzi mijałem), trąbkami i kolorowymi pomponami w dłoniach tańczących dziewczyn :) Żeby się działo! Żeby ta nasza prosta i płaska trasa była jeszcze wesoła i pełna życia. Żeby bieg był nie tylko biegiem, ale i prawdziwym świętem. Takim niezapomnianym, pełnym emocji, radości i walki!

I tak będzie... Obiecuję :)

Przypisy:
1 - Janusz Milczarek - drugi Zając na 2:00, niemal współojciec-założyciel naszego Pabianickiego Półmaratonu. Dziękuję Janusz za przyjazd, pomoc i towarzystwo! :)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger