wtorek, 14 lipca 2015

Bo jeżeli depresja nie istnieje, to co się działo ostatnio?

W te dni człowiek wygląda na zewnątrz tak samo. Nie ma żadnych krwawych plam na skórze, nie poci się, nie wymiotuje i nie pędzi do toalety co pięć minut. Nie ma niczego, co mogłoby najbliższym posłużyć za dowód. Muszą uwierzyć na słowo. Muszą przyjąć, że moje "przepraszam, nie dam dziś rady" to jedyny efekt choroby, jaki mogę przedstawić...


Otwieram oczy. Na chwilę tylko, żeby zobaczyć czy świat wokół istnieje, czy jest widno, a jeśli tak, to jak bardzo. Z takiej sekundy da się jeszcze wywnioskować to czy słońce znów od rana praży, czy też może zapowiadane chmury faktycznie spowiły ziemię szarym kocykiem. Praży... To i tak bez znaczenia, gdyż natychmiast zaciskam powieki. Nie chcę nic widzieć i słyszeć. Leżę na boku, ze zdrowszym uchem zatkanym poduszką, więc słyszenie faktycznie mam ograniczone do zera. Z obrazami jest gorzej. Mózg ma w dupie moją chęć bycia nicością i wyświetla mi na wewnętrznej stronie powiek po kilka widoczków na sekundę. Znajome twarze, wszystkie uśmiechnięte, zadowolone z życia i spełnione. K. wybiega właśnie z wody i biegnie w stronę strefy zmian, O. podpisuje zamaszyście kolejny ważny dokument, drugi K. wymienia kolejnemu klientowi rzeczy wymagające naprawy... A ja leżę, przyciągam kolana do klatki piersiowej i nakrywam głowę kołdrą, żeby zyskać jeszcze tych kilka centymetrów oddzielających mnie od świata. Obrazy spowalniają, teraz widzę czyjąś rękę zanurzającą się w czystej wodzie i zagłębiającej w żółty piasek. Przez chwilę obraz jest niesamowicie realistyczny, brakuje tylko szumu fal, powiewu wiatru i zapachu plaży. A więc znów zapadam w sen. Dobrze, dobrze, każda... głośne stuknięcie za ścianą przywraca mnie do rzeczywistości. Przekręcam się na plecy, otwieram oczy i poddaję. Jakoś to będzie, byle znów do wieczora...

Ostatni tydzień będę długo wspominał. Chyba tylko raz dopiero tak bardzo zbliżyłem się do dna, granicy, czy jak tam nazwać ten stan, po przekroczeniu którego jest już chyba tylko oddział w psychiatryku i psychotropy tak mocne, że łykać je trzeba na leżąco, bo usypiają w kilka sekund. Ciężko to wytłumaczyć. Właściwie to chyba się nie da, bo jak? Żadne słowa nie oddadzą tego, jak czuje się człowiek, który (dosłownie) czuje fizyczną niechęć do jakiejkolwiek aktywności. Cokolwiek twórczego, kreatywnego, wymagającego choćby odrobiny myślenia, wywołuje gęsią skórkę i zasnuwa umysł mgłą strachu. Irracjonalnego przecież, bo czymże grozić może napisanie kilku stron wstępu do magisterki? Albo zrobienie folderu, na który czeka ktoś już dwa miesiące? To przerażające i niesamowite jednocześnie. Budziłem się, leżałem bez ruchu przez godzinę, dwie, odpływałem, powracałem, błądziłem myślami wśród znajomych. M. dawno już pracowała, O. na szczęście ma wakacje i śpi dłużej niż normalnie. Czasem myślę, że codzienna praca dobrze by mi zrobiła. Gdybym musiał wyjść rano, nie miał czasu na zastanawianie się, na decydowanie... Robić coś narzuconego przez kogoś innego. Pakować w magazynie czyjeś zamówienia. Przycinać czyjś trawnik. Sprzedawać czyjś towar. Ale bez prowizji, bez ciśnienia na wysokość sprzedaży, ilość skoszonych metrów kwadratów trawy, czy trzysta procent normy spakowanych paczek. Cokolwiek, byle bym nie musiał sam sobie wynajdywać pracy... Szkoda mi czasem, że księgarnia przestała się opłacać. Lubiłem to siedzenie i pakowanie książek. Brałem jedną, szukałem zamówienia, pakowałem, adresowałem, odkładałem na odpowiednią kupkę. Marzenie... gdyby nie te telefony od ludzi i zbyt częste braki w hurtowni.

Ale wychodzę z tego. Nie wiem, czy to zasługa Anafranilu, który biorę od tygodnia, czy po prostu umysł mój wspina się kolejną amplitudą w górę, ale cieszę się, że jakoś zaczynam znów działać. Że znów chce mi się trenować (wczoraj wyszedłem wieczorem po ulewie, dziś szukam sobie jakiegoś planu), że folder w połowie jest już gotowy, że nawet magisterka wydaje mi się jakaś taka niestraszna... Byle tylko utrzymało się to jak najdłużej. Bądź dobrej myśli, powtarzam sobie. Dasz radę...



0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger