piątek, 28 sierpnia 2015

Świt w tunelu - koniec lata na pełnym gazie

Jutro V Bieg Fabrykanta. Pierwsza uliczna dycha lecę więc na życiówkę. Jutro to też ostatni weekend wakacji. Szybko zleciało tak, że jak zwykle nie wyrobiłem choćby połowy zakładanej normy. Ale nie narzekam. Mało tego, uśmiechnięty lekko spoglądam w przyszłość, gdzie połyskuje mała lampka zwiastująca jesienne świtanie...


Huśtawki dnia codziennego. Albo Huśtawki niestabilnego 40-latka. Z czym to mi żyć przyszło... Co zrobić, mleko rozlane, wyschło już nawet całkiem tak, że śladów na podłodze nie ma, wspomnienie jeno gdzieś się kołacze, trzeba żyć. Działać trzeba, przeć, przedzierać się, rozpychać, drapać, gryźć, cisnąć. A jak sił brak? To odsapnąć chwilunię gdzieś w kącie, odłączyć fona, neta wypieprzyć, narąbać drew do kominka, rozpaleniem którego zająć się tuż przed zmierzchem, tuż przez zaparzeniem kawy, przed zniknięciem słońca za horyzontem, przed obsianiem nieba milionami gwiazd, skrywających cywilizacje jakieś inne... A jak i tego nieba też nie ma? To tylko neta wypieprzyć i odłączyć fona i powinno wystarczyć na jakiś czas, na dzień, na dwa, trzy góra i jeśli tylko rodzina pozwoli, zrozumie nawet, to już powinno przejść i powinno się być gotowym do dalszej walki.

bieg fabrykanta łódź
Nasze numerki :)

Znów jestem u góry. Wykres mego samopoczucia właśnie się wypłaszcza, docieram majestatycznie do kulminacyjnego punktu, którego osiągnięcie jest zaplanowane na jutrzejszy wieczór. A potem w dół pewnie, choć to nie takie pewne, jak to, że głupim kraju żyć mnie i mojemu dziecku przypadło. Ale i na ten kraj plan jest, dwuletni i ambitny, do zrealizowania możliwy...

No dobrze, znów w prozę poleciałem, a chciałem przecież tylko napisać, że czuję się lepiej, że jutro biegnę w swoim pierwszym ulicznym biegu na 10km i że plany na jesień mam skrystalizowane, choć - jak zawsze odkąd życie mi nakopało w dupę - zakładam niespodziewane zmiany i zawirowania. A więc...

Bieganie

To właściwie jedyne, do czego się mogę przyczepić. Nie potrenowałem w te wakacje tyle, ile chciałem. W lipcu jakoś tak mało wyszło, że nawet nie pamiętam powodów. A może było lepiej i też nie pamiętam?:) W sumie to nieistotne, ważne za to jes to, że w minioną sobotę czułem się fatalnie, gdy na 19km zbiegałem z Góry Kamieńsk. Nawet na Babiej (relacja) takiego wrażenia zmęczenia i wycieńczenia nie miałem, jak tu, gdy sto metrów przed zaparkowanym maćkowym samochodem przeszedłem w marsz, a potem ległem na kostce, nie zwracając kompletnie uwagi na zdziwione spojrzenia turystów (swoją drogą nigdy bym nie pomyślał, że tam tyle osób w niedziele przyjeżdża). Mało tego, nie czułem się tak nawet wtedy, gdy z Bartkiem, Arkiem, Mileną i Michałem tak pojechałem dawno już tak, że też nie pamiętam, kiedy to było. A już wiem, WTEDY. Czemu to tak? Czyżby te kilkanaście kilometrów, które wymęczyłem w Chorwacji wypłukało ze mnie soki wszystkie? Czy może chwilowe zmęczenie materiału? Trzymam się kurczowo tej drugiej opcji, bo na przykład wczoraj całkiem dobrze mi się biegało...

Trening

Trenowanie przez duże "Ty" to jedno z moich niespełnionych marzeń. Z tych, co to - jak pisanie książki - jakoś nie mogą się zrealizować. No nie da się i już! Nie mam planu, nie mam wyznaczonych celów czasowych tylko wychodzę z domu i biegnę. Znaczy wiem, że dziś będą interwały, albo bieg ciągły, ale to tak bez cyferek żadnych. Ot, wychodzę i biegnę. Do poprawy na jesień:)

Wczoraj chyba pierwszy raz Garmin pokazał, że utrzymałem tempo poniżej 4 minut na kilometr przez prawie kilometr! Jeden tylko taki tysiąc miałem, bo Fabrykant przecież, zregenerować się trzeba, bo tak to bym pod dwa może poleciał :)

Starty

Szybkości mi trzeba, co wiem już od jakiegoś czasu, więc zaczynam nad nią pracować. Biegam krócej, ale szybciej. Interwały i biegi tempowe rządzą ostatnio, a jutro lecę po życiówkę na dychę. V Bieg Fabrykanta w Łodzi. Start wspólny z M., która niestety traci coś do biegania chęci i schodzi z trasy po drugim kilometrze (patrz wczoraj). Trzymam kciuki za to, że jutro powalczy. Ja treningowo zupełnie mam nadzieję zbliżyć się do 45 minut, biegam co drugi dzień, na ostro raczej, nie regeneruję się, nie ładuję węgli, nie leżę z nogami w górze bo ta dyszka to nie mój start docelowy tego roku jest, tylko kroczek kolejny do...

Jesień

... Łemkowyna Ultra Trail 150, na którą czekam już od pół roku. Żeby tylko nic nie wypadło, żeby nie pękło, nie spuchnęło, jak rok temu przed "siedemdziesiątką", którą tak głupio poleciałem i skończyłem w bandażach (przemyślenia przedstartowe i relacja). A po drodze jeszcze Ultra Kamieńsk, Przejście dookoła Kotliny Jeleniogórskiej i jak się zdecyduję to jeszcze w ósmej edycji Rajdu Długodystansowego "Setka po łódzku" za dwa tygodnie wystartuję. Ale najpierw muszę zamknąć pierwszy rok studiowania, czyli zdać dwa egzaminy i napisać kilka prac, co jest chyba najważniejsze w najbliższych tygodniach.

No i dziś jeszcze, próba charakteru, męska noc, ja i O. w lesie, sami, spanie na dziko, przygoda czy głupota, zaciskanie więzi z synem... byle do rana!:)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger