czwartek, 3 września 2015

V Bieg Fabrykanta - pierwsza asfaltowa dycha

Stało się. Pobiegłem w ulicznym biegu na króciutkim dystansie. Jakby ktoś pytał, to mój PB na dychę wynosi 49'09''. Słabo wiem, albo zrobić. Struś pędziwiatr na razie ze mnie żaden, biegłem w normalnym cyklu treningowym, a i pogoda - plus pofałdowana trasa - nie była po mojej stronie.

Jak już będę starym mistrzem świata weteranów w biegach górskich to ten punkt będzie pojawiał się w każdym z udzielanych przeze mnie wywiadów:

Najważniejszym punktem zwrotnym w początkach mojego biegania było zrozumienie, że aby być dobrym w górach, trzeba też być szybkim na płaskim.

A że nie od razu Rzym zbudowano... to i czas na pierwszej dyszce taki, a nie inny. Ale i tak zadowolony jestem. Bieg był w sobotę, a ja w czwartek jeszcze biegałem jakiś silny akcent1 i drugi to był taki trening w tamtym tygodniu, więc żebym wypoczęty do Łodzi jechał, to tego powiedzieć na pewno nie mogę. Bo i nie chciałem, Fabrykant miał trzecim akcentem, bo uparłem się na tę szybkość, jak koza na kapustę i za nic nie chce mi się chwilowo tej chęci przełamywać długim bieganiem. Zacznę je robić pod koniec września, na miesiąc przed ŁUTem, żeby trochę jednak kulasy wzmocnić.

V Fabrykant

Pakiety odebraliśmy z M. już w czwartek. Numer, zupka, stos ulotek i całkiem fajna pomarańczowa opaska na nadgarstek z wszytą kieszonką na kluczyk. Przyda się, bo mam też gatki, w których nic schować się nie da i nie raz już latałem po lesie z kluczykiem od samochodu w garści.

Że ma być upalnie to wiedzieliśmy, dzięki czemu uniknęliśmy zdziwienia, gdy nawet M. spociła się pod numerem podczas rozgrzewki (ja płynąłem już i klnąłem na siebie, że nie wziąłem z auta wody). Bo co, jak co, ale rozgrzewkę to zrobiliśmy w końcu porządną. Nie żadne tam wymachy nóg i kilkanaście podskoków tuż przed startem, ale kilkanaście minut truchtania, wyginania i wykręcania. Dosłownie czułem, jak moc wypełnia mnie powoli, magazynuje się w rozgrzanych i naoliwionych muskułach, gdzie czeka tylko na to końcowe odliczanie, wystrzał, ogień, pęd, szybkość, rozwiane włosy i krople potu przesuwane siłą pędu z czoła za uszy...

Nie wiedzieliśmy za to, że ma być tak "falująco". Znaczy widziałem profil trasy wcześniej, tyle tylko, że nie przełożyłem tego na bieganie po mieście w naprawdę upalne popołudnie.

profil trasy V Bieg Fabrykanta łódź uliczna dycha
Profil V Biegu Fabrykanta - prawda, że jak jakiś krótki Rzeźnik wygląda...?
 Wiedzieliśmy natomiast (oboje z M.) że spróbujemy łamać 50 minut i że trzeba będzie tempo trzymać ciut poniżej pięciu minut na kilometr, żeby plan wykonać. I co? I zaczęliśmy od 4:30 na pierwszym kilometrze... ręce opadają normalnie. Co z tego, że podbieg dopiero się pod koniec zaczął, skoro już zacząłem się gotować, bo i na drugim kaemie zbytnio nie zwolniliśmy. Dopiero w połowie tego drugiego tysiąca metrów trochę przystopowałem i zaczęliśmy całkiem równo cisnąć po około 4:50.

Czy to zadecydowało o tym, że M. zwolniła nieco w połowie trasy?2 Albo o tym, że choć na ostatnim kilometrze utrzymałem tempo w okolicach 5 min, to za nic nie mogłem przyśpieszyć? Nawet w obliczu finiszu i biegnącej tuż przede mną Alicji, którą bardzo chciałem wyprzedzić? Być może. W każdym razie, cokolwiek zdecydowało - ja jestem zadowolony. No bo skoro nie mogłem przyśpieszyć, nogi miałem jak z waty, to znaczy, że pobiegłem optymalnie, czyż nie? Mam wrażenie, iż zachowanie sił na finiszowanie w tempie życiówki na sto metrów raczej dobrze nie świadczy o biegaczu, nie chodzi przecież o to, aby oszczędzać siły na urwanie dziesięciu sekund na ostatnich metrach, ale o to, by tuż przed metą nie móc już zapieprzać, jakby się właśnie zaczęło...

To był mój pierwszy Fabrykant, ciężko więc użalać się (jak to niektórzy) tu, czy na FB, nad zawartością pakietu. Nie biegam dla pakietu. Ulotki przeglądam, bo ktoś je dał, ktoś wydrukował, ktoś ufundował coś może dla najlepszego. Że kasa poszła do kieszeni orgów? Może i poszła, gdzieś to mam, weź i zorganizuj takie zawody, wtedy pogadamy. Batoniki mnie smakowały. Woda też - no dobra, do jednego się czepnę. Mała buteleczka to trochę mało, jak na takie warunki. 

Nowa miłość?

Czy zatem, skoro wiem już, że szybkość jest ważna, że trzeba biegać takie dystanse, że powinno się startować w zawodach tego typu, że Fabrykant się mi podobał, że szczęśliwy byłem tuż po i szczęśliwość tę nadal przechowuję w sercu, to pokochamy się z ulicznymi dyszkami i piątkami? Ciężko stwierdzić. Na pewno się polubimy, a kto wie, może nawet jakiś romans udany z tego wyjdzie? Trójkącik z ultra górskim, czworokącik z górskim i leśnym bieganiem? Jestem za.

 I już szukam kolejnego startu.

chia charge polska V Bieg Fabrykanta rozciąganie schładzanie
A wydawało mi się, że nogę opieram butem, a nie achillesem... :(

chia charge polska bieg fabrykanta łódź
Młodemu rośnie, a mnie wypada...

chia charge polska bieg fabrykanta łódź
Love is in the air! :D


Przypisy:

1 - jakiś silny akcent sobie pobiegał... trzymajcie mnie, bo nie zdzierżę i przywalę w końcu temu biegaczowi z Koziej Wólki tekst jakiś dosadny, żeby mu w te buciory biegowe poszło. Jakiś akcent... dzienniczek weź załóż, to będziesz wiedział coś biegał, a nie "jakiś" wypisywał. Burak! (od tłumacza)

2 - tajemnicza M. ukończyła bieg z czasem 50'26'' (przyp. tłum.)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger