piątek, 23 października 2015

Ultra życia w chaotycznym sosie

Już piątek. Jutro o tej porze (czyli dwadzieścia minut po północy) będę w trakcie najdłuższego biegu w życiu. Chce mi się spać, głowę mam wypełnioną krzykiem, a spakowany jestem tak, że najchętniej bym wszystko wywalił i jeszcze raz sprawdził, czy jutro nie będę biegał po Krynicy w poszukiwaniu głupiego gwizdka...


Marzy mi się taki start w zawodach, przed którym będę mógł przez kilka dni spokojnie kompletować bagaż, leżeć, czytać książki, oglądać seriale i o niczym nie myśleć. Głowa spokojna, pozbawiona zmartwień odpoczywa, mózg ładuje się w spokoju podłączony do jakiegoś kosmiczne źródła zasilania. Mięśnie odpoczywają... A zamiast tej sielanki za każdym razem mam urwanie jajec! Na kilka dni przed wyjazdem pojawia się milion różnych rzeczy, które koniecznie trzeba zrobić i które oczywiście kłócą się ze wszystkim, tym co już mam zaplanowane. Nie dosypiam, chodzę zestresowany i flugam w myślach na czym świat stoi!

A najbardziej na siebie, bo oczywiście co najmniej połowa z tych rzeczy mogłaby być już dawno zrobiona gdybym nie miał takich kłopotów z organizacją czasu....

Ale po co tak właściwie wypisuję to po raz tysięczny? O tym, że łepetynę mam zrypaną wiem już dobrze. O tym, że po raz kolejny szykowałem się w pośpiechu, biegu i stresie również. I to na co! Na ŁUT150! Zawody, na które zapisałem się już z pół roku temu, do których oczywiście nie przygotowałem się tak, jak te pół roku temu planowałem i doczekać się których nie mogę, bo - jak wiesz i ty, kochany Czytelniku - mam nierówno pod sufitem poukładane klepki.

Ale nie narzekam, bo co prawda daleko mi do przygotowania idealnego (w tym tygodniu nawet nie udało mi się potruchtać, żeby mięśnie nie zapomniały, co robić, gdy kolana nagle zaczynają się szybciej niż zwykle uginać), ale za to inne rzeczy jakoś się poukładały w całość. Skomplikowaną oczywiście, bo w moim przypadku chyba nigdy już nic nie będzie proste, jasne i przyjemne, ale zawsze całość.

No i mam nowe zabawki! Skarpety wodoodporne Coolvent Lite Sock polskiej firmy Dexshell, które będę testował dla magazynu ULTRA. Chińska latarka za trzy dychy, ale z kozacką funkcją "powerbank", do której dokupiłem dwa akumulatory za konkretną kasę (tym sposobem uda mi się zapisać w Garminie całe 150 kilometrów jutrzejszego ŁUTa). Nowe kijki (też z Chin), które składają się na cztery, lekkie są i wszystko wskazuje na to, że tym razem nie zaczną się od razu zapadać w błocie, jak to miało miejsce rok temu. A, no i chiński odtwarzacz MP3, na który wgrałem sobie trochę motywującej do sprintu muzy, tak na wszelki wypadek, gdy Maciek poleci do przodu, a ja sam wił się będę po ścieżkach w poszukiwaniu utraconego szlaku... Wypas pełen po taniości, jak to mówią miłośnicy tanich zakupów, z czym trudno się nie zgodzić.

Szkoda tylko, że ślad GPS nie chce mi się wgrać... taka wisienka na torciku by była, zanim powlekę się w końcu do wyra, uwalę i zasnę, żeby za jakieś siedem godzin zerwać się, zjeść jajecznicę z jaj czterech, ubrać się, znieść torby do samochodu, ucałować dziecko choć wyrywać się gnojek będzie na wszystkie strony, pojechać po Maćka, ruszyć, zatrzymać na pierwszym Orlenie, wypić moccę, znów ruszyć w stronę Kielc i potem na dół, aż wreszcie zajedziemy wszyscy zdrowi i szczęśliwi, odbierzemy pakiety, popatrzymy, pójdziemy się zdrzemnąć, zjeść coś, pizzę może z dużą ilością żółtego sera, niech będzie tłusto, niech ciałko ma co spalać przez te trzydzieści (dobrze by było) godzin następnych, które po wybiciu północy nastąpią...

Sto pięćdziesiąt kilometrów... Cieszę się i aż dziwne jest trochę to, że w ogóle nie czuję niepokoju. Nie boję się, nie martwię, nie rozdzielam włosa na czworo. Wszystko na miękko. Szkoda mi co prawda, że nie pobiegałem lekko ze dwa razy w ostatnich dniach, albo że nie pospałem wystarczająco dużo, ale żeby mnie to napawało strachem jakimś to nic z tych rzeczy. I dobrze. Bo co ma być, to będzie i nic moje umartwianie się, czy ciągłe wypytywanie na fejsie o błoto, buty i kolor pomadki nie zmieni.

Losu przecież i tak nie zmienię...

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger