piątek, 11 marca 2016

Coś się kończy, coś się zaczyna...

Leżę w małym pokoiku w Karpaczu i próbuję wywalić z głowy wszystkie smrody pozostawionego za sobą stresu. Głowa ciąży, mam też wrażenie, jakby coś ją ściskało na wysokości skroni. To jak z ludźmi, którzy wyrywają się do czystego lasu i cierpią od świeżego powietrza. Ale próbuję. Już ZUK przecież, a chciałbym pobiec lepiej, niż w Szczyrku.


Przyzwyczaiłem się już do tego, że życie płata mi figle. Może za słabo myłem się za uszami, jak byłem mały? Albo za dużo przeklinałem, gdy chciałem poczuć się dorosły? Przyczyny nie znam, ale skutki wszystkie pamiętam. I dobrze, bo staram się na swoich błędach uczyć, żeby tych samych dwa razy nie popełniać.

Jutro biegnę w Zimowym Ultramaratonie Karkonoskim. Jeszcze pół roku temu byłem pewien, że przez zimę wyszykuję się na łamanie siedmiu godzin, ale dziś przyznaję, że może wyjść nieco inaczej. Nie, żebym nie trenował, ale wybieganych godzin mam naprawdę niewiele. A kilometrów to już w ogóle mało, choć według Grześka z Natural Born Runners (naprawdę fajny sklep, polecam jeśli lubicie biznesy robione z pasją i przez ludzi w nie naprawdę zaangażowanych) jest tam na górze naprawdę dużo śniegu i szykuje się siłowe bieganie. I nawet jeśli nie złamę tych nieszczęsnych siedmiu godzin to mam szansę przesunąć się w klasyfikacji końcowej, bo z siłą nie jest u mnie tak źle, jak chociażby z szybkością. Zobaczymy, jutro.

Najważniejsze to powalczyć, a nie odpuścić jak na Zamieci.

Widok na Siedzenie Artura, Edynburg, cudne miejsce do biegania

Edynburg nic się nie zmienia. Nawet jakby wyładniał trochę, chodniki czystsze, mniej wprasowanych w chodniki gum przeżutych, rodaków jakoś nie słychać też co dwa metry... nie wiem, czy ta pierwsza fala rzucających kurwami i chujami na prawo i lewo nabrała w końcu ogłady i nauczyła się trzymać jęzory za zębami, czy też wyjechali z powrotem, albo na prowincję gdzieś bo w stolicy Szkocji nie udało im się wytrzymać konkurencji ze strony tej inteligentniejszej części Europy. Lubię to miasto. Nie miałbym nic przeciwko, żeby znów tam zamieszkać, tłumaczyć przecież, pisać książki czy artykuły mogą z każdego punktu Ziemi będącego w zasięgu internetu.

Tłumaczenie. Szybki... skończony już niemal, jeszcze tylko trochę pracy redakcyjnej przede mną, indeks i kolejna cegiełka dołożona do lepianki, jaką konstruuję sobie konsekwentnie od jakiegoś czasu.Lepianka to dobre słowo, ale mam nadzieję, że będzie przytulna i da się w niej mieszkać bez podstawiania garnków pod kapiącą z sufitu wodę.

I jeszcze o tym, co się kończy słów kilka. Otóż kończy się moja wiara w to, że wpasować można się wszędzie, że wszyscy mnie zaakceptują, jak się będę starał. Ponad rok udawało się IM utrzymywać mnie w takim przekonaniu, choć przyznaję, że bywały momenty, gdy moja wiara chwiała się w posadach, ale ONI zawsze jakoś tak wtedy czarowali rzeczywiśtość i znów wtykałem głowę do nieprzeźroczystego słoja, oklejonego od środka wydrukowanymi przez NICH obrazkami. Na szczęście słój rozbił się kilka dni temu, choć było to dla mnie szokiem, nawet bowiem wszystkie wcześniejsze sytuacje nie przygotowały mnie na takie ICH podejście. Jeb!... zaczęło się od konkretnego kopa w jaja, a właściwie kopów, bo to cała grupa przecież jest, które najpierw wprawiły mnie w oszołomienie, potem przyniosły ból, potem rozgoryczenie, gniew i wreszcie olśnienie, Kończę z tym, pomyślałem i niech tak zostanie....

No dobrze, idę drzemać przed odprawą, jutrzejszy ZUK sam się nie przebiegnie.

Część obowiązkowego sprzętu i część niezbędnego...

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger