wtorek, 28 czerwca 2016

@teamcersei czyli jak przeżyć cztery życia naraz...

Cersei nie zrobiła tego, czego po niej oczekiwałem. Góra nie rozerwał już nikogo na strzępy, a Wielki Wróbel okazał zbyt mało przerażenia i niedowierzania nim zginął. Jon natomiast został Królem Północy, podczas gdy krwawy powrót domu Aryi zbiegł się w czasie z wyruszeniem w drogę Matki Smoków. Mnie z kolei mija właśnie kolejny dzień i choć za dwa dni przekroczę pewną umowną granicę, to wciąż nie wiem, co czeka mnie mnie po drugiej stronie...



Grę o tron lubię od pierwszego odcinka. Ile to już sześć, pięć lat temu? O. miał więc wtedy skończone siedem lat, ja nawet nie myślałem o bieganiu i zdaje się, że nie tonąłem jeszcze w długach po pachy. A dziś? Obejrzałem właśnie ostatni odcinek szóstego sezonu i znów dopadła mnie okrutna zazdrość. Zazdrość, że nie jestem jednym z tych utalentowanych ludzi, że nie gram Snowa albo chociaż Sandora Clegane'a (do czego bardziej nadawałbym się z powodu lekko przerzedzonych włosów), że to nie ja napisałem taką książkę i nie ja maczam paluchy... zaraz, ile lat miał Martin, gdy napisał GoT? Gdy napisał to nie wiem, ale internety mówio, że opublikował gdy miał 48... jest więc nadzieja. Jeszcze osiem lat mi pozostało, żeby stworzyć coś, co uczyni mnie sławnym, pięknym i bogatym.

No dobra, sława wystarczy, reszta niech pokryje wszystkie długi.

Jestem pewien, że ktoś kiedyś powiedział coś w tym stylu: każda przeczytana książka, to kolejne przeżyte życie. Choć nie, szło to raczej tak jakoś: kto czyta, ten żyje po wielokroć. Ja ostatnio zasypiam po przeczytaniu dwóch i pół strony. Opuszcza mi się żuchwa i budzi mnie dopiero kropla śliny, która wpada do krtani zamiast do przełyku. Zachłystuję się, otwieram oczy, kaszlę przez chwilę, gaszę lampkę, odkładam książkę, odwracam na bok i zasypiam, najczęściej wyobrażając sobie, że biegnę gdzieś po jakimś pięknym lesie lub (szczególnie ostatnio) o tym, jak zmieni się moje życie już za kilka miesięcy. Ale znów zbaczam, bo o wielokrotnym życiu chciałem... cóż, nie znam odpowiedzi na pytanie z tytułu. Walczyć do upadłego? Spać po pięć godzin każdego dnia? Planować wszystko z dzienniczkiem i smartfonem w ręku? Może i tak, ale to nie dla mnie. Czuję to tak samo wyraźnie, jak dziwny swąd spalenizny, który właśnie pojawił się w mojej kuchni. Starszy sąsiad nade mną zaczął piec ciasto i umarł? Może leży dokładnie dwa metry nade mną, a ja wyobrażam sobie, że wydając ostatnie tchnienie pomyślał o tym, kiedy przyjdzie komuś do głowy, żeby zajrzeć do jego mieszkania. Nie, nie jestem normalny. Owszem mam wiele wad i czasem mam wrażenie, że dochodzą mi nowe, ale daleko mi do normalności. I już wiem dlaczego. Nie dlatego, że zrobiłem sobie tatuaż na szyi, że ciąłem się dla przyjemności, jak dorastałem, czy że... ok, na to przyjdzie pora, jak będę już sławny i trzeba będzie wstrząsnąć brukowcami, żeby dostać więcej kasy za kolejną reklamę jakiegoś marketu. Otóż nie jestem normalny, bo każdego dnia zdarza mi się żyć czyimś życiem. Raz jest to sąsiad właśnie, którego uśmiercam tylko dlatego, że przez chwilę poczułem jakiś dziwny zapach, raz mijany na ulicy człowiek, którego torba wyglądała, jakby niósł w niej dopiero co odrąbaną głowę swojej żony, a raz dzieciak zobaczony przez okno, który po zniknięciu za rogiem bloku zostaje porwany przez zamaskowanego bandziora i torturowany przez dwa miesiące, zanim w końcu sam odbiera sobie życie, rzucając się na dwa psy, które bandzior zapomniał zamknąć.

Wciąż nie wierzysz w to, że naprawdę jestem nienormalny? A co powiesz na to: siadając dwadzieścia minut temu do kompa pomyślałem, że dawno nic na UD nie napisałem i że może warto byłoby wspomnieć coś o mocnym postanowieniu napisania kilku zaległych recenzji i testów????




0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger