poniedziałek, 11 lipca 2016

Mózg w kisielu jako efekt biegania w pełnym słońcu

Różnie czułem się już po zawodach - od stóp zmienionych w jeden wielki pęcherz, przez bóle mięśni uniemożliwiające chodzenie, aż po depresję głęboką niczym Rów Mariański - ale takiego stanu, jaki przeżywam dziś, jeszcze nie miałem okazji posmakować.

Wczorajszy etap (czwarty) ultramaratonu KUM przeszedł już do historii. Nie tylko dlatego, że 60km z Korbielowa do Wisły (przewyższenia 2405m) w temperaturze pewnie z jakieś milion stopni w cieniu przebiegłem w osiem godzin i dziewięć minut, ale również z powodu wygotowania wody z mózgu i zamienienia go dziś w półpłynną galaretę. Bardzom ciekaw np. stanu krwinek moich czerwonych lub szarych komórek. Muszą się tam te małe ludziki z "Było sobie życie" mocno teraz zastanawiać, co się k#$@wa właściwie stało... :D

O dziwo, fizycznie niemal nic mi nie dolega. Kostka nawet jakby mniej opuchnięta (buty Montrail Caldorado to cudo), bóle mięśni znikome... gdzieś tam trochę kłuje w boku, ale jak na taką miazgę, jaką zafundowałem swojemu 40-letniemu już ciału to naprawdę ktoś mnie chyba zaczarował... :)

No nic, kończę, tak tylko chciałem zaznaczyć sobie przed kolejnym odcinkiem Wayward Pines, że własną historię tworzymy my sami i że nie powinniśmy nigdy pozwalać innym decydować za nas. Porady, pomoc, wsparcie... jak najbardziej. Ale jak powiedział Jared Leto (mam nadzieję, że najlepszy Joker w historii Jokerów) nie bójmy się być inni. Nawet jeśli będzie to czasem bolało, to nie ma nic lepszego niż bycie panem samego siebie...

Dobranoc

PS Z KUMa relacja będzie, bo są dwie i pół stówki do zgarnięcia :D


0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger