sobota, 3 września 2016

Ostatnia prosta przed ostatnią setką, czyli koniec górskiej przygody Pana Dylemata

Bieg siedmiu dolin już za tydzień. Czekam. Brak charakterystycznej napinki czy nerwowości nie oznacza, że setka po górach jest mi obojętna. Przypomina raczej, że coraz bardziej ciągnie mnie do ultra po płaskim. A już pojutrze ostatni mocny trening: Zduńskowolska Dycha.

Czasem wydaje mi się, że nawet nad tym czy iść do toalety muszę się pozastanawiać, bo inaczej nie byłbym w pełni sobą. Skoro jest już Veganowy Pan Banan, Człowiek Szpinak czy Pan Jagoda to może ja zostanę Panem Dylematem? Co rano motywacyjny mem w stylu "Nie rób niczego bez namysłu! A już na pewno nie wstawaj z łóżka bez co najmniej półgodzinnego umartwiania się, czy zrobić to lewą, czy też prawą nogą!!!", a wieczorem krótki filmik na vlogu, opisujący najważniejsze dylematy mijającego dnia. I fejm by był większy niż teraz, a przecież o to mi właśnie chodzi, prawda? Żeby być sławnym i wytykanym palcami przez zazdrosnych hejterów z klatki obok. Tylko co ja bym dostawał do testowania? Czy maść na ból dupy jest już w normalnej sprzedaży?

Dziś na przykład zastanawiałem się czy iść pobiegać dziś,  czy zanotować dwudniową przerwę i styrać się jutro rano podczas park runu (pięciokilometroweg biegu po parku znaczy). I nie wiem, jak długo by to trwało, gdyby nie O., który czekał na ciocię, zwalniając mnie tym samym z chęci spędzenia z nim wieczoru. M. wciąż nie było, sufit podszlifowałem przed jutrzejszym malowaniem, drugie dziecko jeszcze nie płacze, więc włożyłem buty i fruu...

Dziewięć. Tysięcy. Metrów. Nie pamiętam już kiedy ostatni raz wyszedłem na trening i przebiegłem mniej niż dziesięć kilometrów. Ale to dobrze. Powstrzymanie chęci zrobienia co najmniej piętnastu tysięcy metrów na dzień przed kontrolnym startem to dobry znak. Widać, że zaczynam panować nad własną głową :)

Plan jest taki: przebiec te dziesięc kilometrów jak najszybciej. Tak żeby bolało, żebym ostatni kilometr niemal czołgał się z jęzorem wywalonym do pasa i padł dociśnięty do asfaltu medalem. Znaczy pierwsze pięć myślę lecieć z zającem na 45 minut, a potem ogień! Czy dam radę połamać trzy kwadranse? Teoretycznie z palcem w uchu, ale podczas dziesiejszego biegania czułem, że nawet mistrz sportowego komentarzu, sam  Dariusz Szpakowski, świeżości w moim kroku by się nie dopatrzył. Truchtałem więc, przyśpieszając do tempa startowego może ze trzy razy i pokonując w nim po mniej więcej trzysta, do pięciuset metrów. Zobaczymy.

Ruszyły dziś zapisy do Supermaratonu Kalisia. 150zł! Ja rozumiem, że to stówa jest, że kultowa, że atestowana trasa i trzy punkty odżywcze na każdej pętli, no ale... ej, tak na to patrząc teraz, to wcale dużo nie jest... a może jest jednak? Zapisywać się czy odpuścić?

Idę się pozastanawiać, żeby mieć o czym jutro gadać podczas nagrywania pierwszego odcinka vloga Pana Dylemata. Tylko czy mam wstać od biurka, obracając się na krześle w lewą, czy w prawą stronę?

A komputer wyłączać czy wystarczy go uśpić?  

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger