poniedziałek, 31 października 2016

1. łódzki City Trail, odkurzone Walsh'e i bieg z pulsometrem

Najpierw była Krynica, a potem Szakal, po którym ostatecznie już zrozumiałem, że albo zacznę hodować te swoje rybki, albo spuszczę je w kibelku i zostawię sobie samo akwarium. Efekt? Karnet na City Trail i udział w teście, który da mi w końcu odpowiedź na pytanie: jak biegać, żeby biegać szybciej, biegając tylko tyle, ile mam na to czasu? A, i jeszcze jedno... mój najlepszy czas na pięć kilometrów to od dziś 23:03 ;)


Dzisiejszego biegu i nie mogłem się doczekać i na myśl o nim truchlałem ze strachu. Z jednej strony chciałem jak najszybciej sprawdzić, jak uda mi się te pięć tysięcy metrów przebiec, a z drugiej wciąż kołatała mi gdzieś w głowie myśl, że przecież kolejny raz może coś nie zaskoczyć. I choć jeszcze pół minuty mogłem dziś spokojnie z tego czasu urwać, to i tak po przebiegnięciu linii mety miałem ochotę śpiewać, podskakiwać, a nawet uściskać kogoś najbliższego i wycałować go po spoconym czole. Oczywiście zaraz po tym, jak uspokoiłem już oddech, tętno spadło mi ze 158 uderzeń na minutę do mniej więcej 130, która to wartość była już niższą od dzisiejszej średniej o dokładnie 23 trzy uderzenia...

Zaraz zaraz, z całą pewnością powiedział w tym momencie jakiś uważny czytelnik ;) Tętno maksymalne, średnie... co ten Pazdej wypisuje za brednie, przecież on nie biega z pulsometrem, nie wie, jakie ma tętno, gdy zaczyna się zakwaszać, ba!, ten biegacz od siedmiu boleści nie wie nawet w jakim tempie biegać pierwszy zakres! Owszem, nie wiem, ale już niedługo się to zmieni i - mam nadzieję - tak już zostanie. Bo jeśli nie, to chyba rzucę to bieganie w cholerę i skupię się wyłącznie na klepaniu w klawiaturę, które w moim przypadku również wymaga nielichej kondycji, mocnej głowy i jeszcze mocniejszego tyłka. Tak wiem, że bieganie z pulsometrem to cyferki, a cyferki, jak wie już chyba każdy, kto choć raz rozmawiał ze mną o bieganiu czy organizacji czasu dłużej niż pięć minut, to mój wróg największy, ale muszę w końcu przestać odwlekać ten mój Grunwald, to moje Waterloo czy Bitwę o Midway i zmierzyć się z nim w ostatnim, rozstrzygającym wszystko pojedynku. Wygram, biegam dalej i mam nadzieję poprawiam swoje czasy na wszystkich znanych mi dystansach. Przegram... pewnie też bedę biegał, bo jakoś trudno jest mi dziś wyobrazić sobie, że całkowicie rezygnuję z nocnego biegania po lesie i tego niesamowitego uczucia satysfakcji, pojawiającego się za każdym razem, gdy pomimo całodniowej niechęci, udaje mi się jednak zrobić całkiem niezły trening...

Wracając jeszcze do dzisiejszych zawodów. 136 miejsce na 417 startujących osób i czas 23:03 nie jest jakimś wielkim wyczynem, ale biorąc pod uwagę moje dotychczasowe podejście do biegania krótkich, szybkich odcinków to i tak nieźle. Średnie tempo 4:31, jakieś 10 do 15 % rezerwy, niezła trasa, z górką, trawą, liśćmi i resztkami "kocich łbów" na czwartym kilometrze. Starałem się nie patrzeć na zegarek, tylko skupić wyłącznie na biegu, na szukaniu oznak nadchodzącego kryzysu, które od razu spychałem daleko w tył czaszki. Jak to, kryzysy na pięciu kilometrach?, można by zapytać, kryzysy podczas dwudziestu trzech minut biegu, skoro tyle czasu to zajmuje czasem samo rozgrzewkowe dobiegnięcie do Wielkiej Wody, o kilkunastu godzinach w górach w ogóle nie wspominając? Tak, drogi i zdziwiony czytelniku-ignorancie kompletny! Bo to nie jest tak, że jak się przeczłapie sto kilometrów tuż pod limit to się już nie wiadomo co osiągnęło, a na piątkę po parku to już nawet splunięcia szkoda. Popatrz sobie, czytelniku, na czasy w takich krótkich biegach najlepszych ultrasów, popatrz, ile minut zajmuje im przebiegnięcie piątki, dychy czy maratonu. Popatrz i uruchom szare komórki, a odpowiedź sama powinna ci się pojawić. Dobry czas w górach to nie tylko - o czym nawet ja już nie raz pisałem - wyklepane kilometry w pionie oraz w poziomie. To również szybkość, której u mnie wciąż jak na lekarstwo, ale po to właśnie miałem dziś na sobie pasek do pomiaru tętna, po testował się już za dwa dni będę, żeby ten stan rzeczy zmienić, a przy odrobinie walki dodatkowej o mocniejszą głowę powinno udać się moje ciche zamierzenie i zbliżenie do 20 minut na ostatnim City Trailu w marcu w przyszłym roku.

Oj ciekaw jest bardzo środowego testu, idę dać sobą porządzić, zaproszony jest również pas do pomiaru tętna i cyferki, dyrygował wszystkim będzie Michal Olejnik, twórca testu oraz człowiek, który powie mi mniej więcej koło czwartkowego wieczora, gdzie mam próg i jak biegać żeby go nie przekroczyć. Albo przekroczyć, jeśli taka akurat będzie wola Wielkiego Konstruktora (czyt. planu treningowego). Bo naprawdę to wszystko, co tu dziś piszę to nie są żarty! Koniec z samowolką, koniec z bezładnym i... już miałem napisać "radosnym" upadlaniem się w nocy po lesie! Od środy tylko i wyłącznie cyferki. Będę Panem Cyferką polskiej biegowej blogosfery, a w Krynicy za rok pobiegnę w stroju "zero", jak te człowieki z reklamy totolotka :D I na pewno napiszę o tym, co dało mi bieganie z pulsometrem, czy cyferki nie zabiły aby we mnie dziecka, nie spowodowały gwałtowniejszej jeszcze utraty włosów z czubka głowy i czy bieganie wciąż sprawia, że moje życie zmienia się na lepsze.

A o co chodzi z tymi odkurzonymi Walsh'ami w tytule? Otóż przypomniałem sobie dwa dni temu o tym, że mam but do krótkiego trailu idealny, z zerowym dropem, bieżnikiem agresywnym i wyglądem z innej epoki, butem, który okazał się już dawno zbyt ciasnym z przodu, by biegać w nim cokolwiek dłuższego, butem cudnie staroświeckim, brytyjskim i legendarnym wręcz, wymagającym silnej łydki i odpornej na skręcenia kostki, butem lekkim i masywnym jednocześnie, trzymającym się trawy niczym głodny niemowlak cycka matki, butem umiejącym poradzić sobie też z kawałkiem asfaltu czy "kocimi łbami", a w końcu butem, który przebiegnie ze mną wszystkie sześć biegów mojej pierwszej edycji City Traila i który - też razem ze mną mam nadzieję - złamie 20 minut w przyszłym roku... Panie i Panowie, oto model PB Elite Trainer, który kupicie w Polsce w jednym chyba tylko miejscu, w sklepie Off-Trail w Poznaniu (http://www.off-trail.pl):

;)

I jeszcze mój numer, gdyby ktoś chciał strzelić mi w głowę szyszką przy najbliższej okazji :D

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger