niedziela, 20 listopada 2016

Pierwsza doba - krótki tekst o życiu

Za trzy minuty wybije północ, od wczoraj rana spałem chyba ze 4 godziny, spać mi się chce, oczy same mi się zamykają, a mimo to czuję, że ten dzień powinienen wyróżnić jakoś, co w w moim przypadku oznacza pisanie, bo to pisanie właśnie jest tym, co najbardziej chcę w życiu robić, a nie robię...

Bo co innego mógłbym jeszcze dziś zrobić? Urodził się nowy człowiek i przeżył swój pierwszy dzień na tym piękno-okrutnym świecie. Urodziło się ich pewnie kilkaset tysięcy, drugie tyle zmarło, zginęło lub zniknęło bez śladu. Ale ten jest mój, drugi już mój w tym piękno-głupim kraju, z którego chciałbym kiedyś wyjechać, z nimi wszystkimi, zabrać ich i wyjechać, albo pojechać w ich ślady, dołączyć na starość, strzyc trawnik wokół domu, siadać z kawą na ganku, tłumaczyć o poranku i pisać wieczorami...

Trzymam nowego człowieka bez imienia na rękach i wyglądam z okna na czwartym piętrze. Za podwójną szybą świat od rana rozpływa się w strugach deszczu, a ja zastanawiam się, kim będziemy za 20 lat. On i ja, jeśli ja jeszcze będę, a jemu nic się po drodze nie przydarzy. Sześćdziesiąt lat wcale mnie nie przeraża, dziś czuję się lepiej niż dwadzieścia lat temu. I fizycznie i psychicznie, choć może to być tylko wrażenie, czas nie tylko bowiem leczy rany, ale i skutecznie zaciera wszelkie wspomnienia. Czy naprawdę dwie dekady temu czułem się gorzej? Naprawdę nie pamiętam już, że w swoim oczach byłem wtedy czymś w rodzaju półboga, którego przeznaczeniem było rządzenie światem?

To co mógłbym innego zrobić? Pobiegać? Mógłbym owszem, ale pobiegałem już dwa tygodnie temu, sto kilometrów na czterystumetrowej pętli nie zrobiło na mnie takiego wrażenia, jakiego się spodziewałem, to po co biegać? Po co biegać dzisiaj, bo jutro może się wyborię, zbyt szybko pobiegałem z Maćkiem w środę, tuż na progiem, więc odpoczywam, zima nadchodzi, czasu do końca lutego coraz mniej i czeka mnie naprawdę dużo pracy, jeśli chcę kiedyś robić to, co robić lubię, czyli składać literki w słowa, słowa w zdania, zdania w... nie znam się zbyt dobrze na gramatyce i nie wiem, czy napisać , że zdania układają się akapity, czy może w coś innego, choć akapit kojarzy mi się właśnie z tym, więc gdyby była to na przykład gra telewizyjna typu Jeden z dziesięciu, to odpowiedziałbym bez wahania, że akapit właśnie...

Nowy człowiek czeka na swoje imię. Wciąż go nie ma, na karteczce przyczepionej do metalowej ramy małego łóżeczka w miejscu imię dziecka nic nie ma, choć wszyscy mówią na niego Szczepan, jak ten polski pisarz, co napisał Morfinę, jedną z najlepszych książek, jakie w życiu czytałem. I ten sam, który napisał Króla, co go czytam właśnie, tego Króla, który rozkręcał się jakoś tak niemrawo, jakby styl Szczepana dopiero się kształtował, jakby Jakub, Kum i cała ta żydowsko-polska Warszawa, cały ten świat opisany przez młodszego ode mnie o trzy lata Szczepana wyłaniał się dopiero zza cielska Litaniego, nabierał kolorów i kształtów, sprawiając tym samym, że na sześćdziesiąt stron przed końcem już zaczynam żałować, że tylko te sześćdziesiąt stron zostało, bo z książką jest inaczej niż z życiem, widać jej koniec, widać ile jeszcze zostało kartek do przeczytania, a dni do przeżycia nie widać i ta różnica sprawia właśnie, że czasem życie jest lepsze niż najlepsza nawet książka, ale bardzo często zdarza się również, że bywa o wiele gorsze od najgorszej nawet książki, czyli takiej, którą napisał kiepski autor i przetłumaczył jeszcze gorszy tłumacz...  

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger