niedziela, 9 kwietnia 2017

Mistrzostwa z punktu widzenia drzewa



Jakieś 21 km od miejsca, w którym właśnie siedzę trwają Mistrzostwa Polski w biegu 24-godzinnym. I Otwarte Mistrzostwa Łodzi na 100 km. A ja - jak słusznie zauważyłem w poprzednim zdaniu - siedzę. Siedzę i co drugie wystukane słowo z żalu obgryzam paznokcie. Wolałbym nutellę, ale uparłem się, że w końcu złamię 80 kg, a paznokcie kalorii nie mają. Przynajmniej ja w żadnej tabeli ich nie znalazłem....



Choć nie jest w sumie tak, że całe trzy minione miesiące uważam za zmarnowane. Mam przecież A., który choć potrafi drzeć się, jakbym obdzierał go ze skóry, to jest moim drugim już maleńkim, ząbkującym cudem. I niemal w terminie udało mi się również wyrobić z kolejnym tłumaczeniem (choć otarłem się przez to o prawdziwe załamanie nerwowe). O. skończył semestr ze średnią cztery zero, nie pobił się już z żadnym kolegą i nie dostał uwagi za lekceważenie starszych. I tylko bieganie mi nie poszło...

Najpierw znów przespałem listopad (czy nauczę się kiedykolwiek żeby każde zlecenie robić od samego poczatku??), przez co w grudniu odpuszczałem trening za treningiem. potem przyszło jedno przeziębienie, kryzys, święta, drugie przeziębienie i kolejny, dużo większy dół, z którego wydostałem się tylko dzięki M., podtrzymującej mnie na duchu pomimo wcale niełatwego i dla niej czasu. A teraz kostka. Lewa, pieprzona kostka... To już miesiąc ponad, odkąd poczułem któregoś dnia, że boli mnie po wewnętrznej stronie. Boli i ogranicza ruchomość całego stawu, nie mogę bowiem rozciągnąć łydki tak mocno jak wcześniej...
Nic nie pomogło. Ani przykładanie lodu, ani maści, ani nawet całkowita rezygnacja z biegania.

Ból, ograniczenie i lekka opuchlizna nie zareagowały nawet na 23-kilometrowy III Bieg Śnieżnej Pantery, na który pojechałem po długim wahaniu (temat zdecydowanie na oddzielne pisanie). Celowo użyłem słowa "nawet", bo skoro kontuzja, skoro spuchło i skoro boli, to taki półmaraton z hakiem powinien coś pogorszyć. A tu nic. Ani bardziej nie spuchło, ani nie zaczęło mocniej boleć...

Ciągle zajęta obowiązkami głowa zdecydowanie ułatwiła mi pogodzenie się z tym, że nie wezmę udziału w tych dzisiejszych zawodach (całej doby raczej nie zakładałem, ale co do setki, to jeszcze cztery miesiące liczyłem cichutko na złamanie 11 godzin), że na DOZie mogę zapomnieć o 3:29:59, i że w zasadzie cały ten sezon biegowo nie będzie nawet w połowie taki, jak chciałem. Było jednak w tym moim pogodzeniu się coś, co uwierało mnie gdzieś od środka. Jakby źle doszyta metka na karku lub szew zrobiony konopnym sznurem, a nie cienką nicią. Ciągły żal i tęsknota. Smutek niemal, choć na szczęście ani razu nie poczułem się tak, jakbym potrzebował wrócić do psychotropowego wspomagania rzeczywistości...

Najgorsze w przerwie od biegania jest utrzymanie wagi. A już próby dojścia do 80 kg bez przebiegania choćby 60 km tygodniowo to prawdziwy koszmar. Ale staram się. Zaciskam zęby, ignoruję nocne burczenie w brzuchu, unikam słodkiego i jem naprawdę nieduże porcje. Ale czasem nie daję rady. Rzucam się na cokolwiek, pół bułki z żółtym serem, baton Chia Charge, jabłko... A potem siedzę i płaczę w rękaw, że zbijanie wagi idzie mi tak samo, jak pisanie książki. Czyli do dupy...

Pojechałem dziś do Łodzi, żeby chwilę pomęczyć się widokiem ultrasów biegających w kółko po 2-kilometrowej pętli. Andrzej Radziszewski to taki miły gość z twarzy. Niby uczę się nie oceniać książek po okładkach, ale w tym przypadku czuję, że okładka to dokładne odzwierciedlenie wnętrza. Postałem z godzinę, Adam pobiegał swoją dychę w sztafecie, jakaś laska założyła za małe legginsy przez co rozciągnęły się jej na tyłku tak, że widać było każdy pieprzyk na pośladkach (tak, miała majtki w rodzaju stringów), Paweł Szynal, Agata Matejczuk, Darek Stawski, Tadeusz Ruta i inni wciąż biegali, a ja starałem się pocieszać jakoś sam siebie, że to nic takiego, że pod nosem mam takie zawody i podpieram drzewo, zamiast gonić tam po tym tartanie... 

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger