sobota, 1 lipca 2017

Nocny Półmaraton, czyli Mróz na Wyspach Owczych

Kolejny rok, kolejny udział w Półrocznym Półmaratonie o Północy i kolejny raz, gdy stwierdzam z całą pewnością, że jeśli nigdy nie zostanę pisarzem publikującym swoje książki, to tylko dlatego, że zacząłem biegać...


Mam wrażenie, że dojrzewam jakoś inaczej. Właśnie zacząłem czterdziesty drugi rok życia - statystyki jasno pokazują, że półmetek pewnie już za mną - a mimo to nie mogę pozbyć się wrażenia, że dopiero zaczynam. Co gorsza (a może: co lepsza ;) ), stan ten trwa już co najmniej ze cztery lata (pojawił się tuż po tym, jak zacząłem leczyć się za pomocą biegania) i nic nie zapowiada, by osłabł czy w ogóle zniknął.

Znów pobiegane trochę mocniej, choć niemal 25 kilometrów w nieco więcej niż dwie godziny nie zmęczyły mnie tak bardzo, jak jeszcze do niedawna bym się tego spodziewał. W ogóle z tym moim bieganiem to jakaś dziwna sprawa. Jeszcze w marcu byłem przecież pewien, że ten rok na pewno nie przyniesie żadnej poprawy, że taka zima, jaką było mi dane przeżyć skutecznie pozbawiła mnie formy, a tu proszę... lecę półmaraton i na ostatnim kilometrze cisnę lekko wznoszącym się chodnikiem w tempie 4:30. Oj, dobrze mi się dziś w nocy biegało. Nogi same niosły, w głowie układałem już sobie rytm pod czekającą mnie dwunastkę, ręce luźno, łydki świeże... Setki w dziesięć godzin to pewnie jeszcze teraz nie zrobię, ale pod koniec roku chyba spróbuję na Strzelnicy podjąć się takiej próby...

Nie dalej jak wczoraj skończyłem słuchać Enklawę. I choć lubię Mroza, lubię jego książki, a już w ogóle to uwielbiam słuchać audiobooków jadąc autem, to Enklawa zdaje się być książką wciśniętą na siłę pomiędzy inne jego powieści. Ot, muszę na chwilę odpocząć od Chyłki, prawa czy stołeczno-kawiarnianych klimatów i wyskoczyć na krótkie, niezbyt uciążliwe wakacje w jakimś innym, nieco egzotycznym i lekko ponurym miejscu. Nie znaczy to, że Enklawa jest słabiutka/głupia/nieciekawa. Jest po prostu prosta. I trochę sztampowa, mamy bowiem na początku trupa, małe miasteczko, dość hermetyczną społeczność, pijącego byłego żołnierza i ambitną młodą policjantkę. Czyta, a właściwie słucha się tego naprawdę dobrze i Enklawa to naprawdę świetna lektura do zatłoczonego pociągu czy leżenia na plaży po odgrodzeniu się od reszty świata ośmioma parawanami. Ale zapewniam, że pytanie: "Kto zabił Polę Larkin?" nigdy nie stanie się choćby trochę tak intrygujące, jak "Kto zabił Laurę Palmer?"

Dziesiąta wieczór, piątek. Kolejne tłumaczenie idzie mi całkiem nieźle, maluszek z M. śpią, O. gra na kompie, spokojnie więc mogę zająć się czymś innym. Plany już mam, wskakuję więc w ciuszki do biegania i pędzę autem do Aleksandrowa Łódzkiego, żeby po raz drugi wziąć udział w towarzyskim biegu o nazwie Półroczny Półmaraton o Północy. Dlaczego nie zostaję w domu, nie odpalam drugiego pliku w wordzie i nie piszę swojej książki? Dlaczego wolę pobiegać przez ponad dwie godziny zamiast przybliżyć się do dnia, w którym wejdę do empiku i pomacam swoją książkę na jednej z półek? Tak naprawdę to nie wiem, choć bez wątpienia ostatnio dużą rolę odgrywa bez wątpienia ciągły ból dupy, jaki odczuwam po wielogodzinnym siedzieniu przed kompem. Czyżby tłumaczenie skutecznie oczyszczało mój umysł z chęci do pisania? Pewnie tak, choć z drugiej strony wiem doskonale, że bieganie to nic innego jak wymówka. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że to wymówka idealna, jakby skrojona pod moją psychikę, która wymaga od ciała solidnego wpierdolu.

A właśnie, za niecały miesiąc jadę do Krakowa na Galę Biegów Ultra. Dwanaście godzin nocnego biegania po Błoniach powinno ją na jakiś czas zaspokoić...

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Ultra Dystans Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger